piątek, 30 grudnia 2011

Straszne strachy


Autor: Szymon Marhwiak Barabach
Tytuł: Leksykon strachów domowych
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 48


Wydawnictwo Zielona Sowa bardzo miło mnie zaskoczyło proponując małym czytelnikom znakomitą pozycję Leksykon strachów domowych. Sam tytuł już wskazuje, że będzie to pewien zbiór trochę w formie encyklopedii, w którym znajdziemy najważniejsze informacje. I tak się dzieje. Chyba nie muszę pisać, że w końcu strachy zamieszkują wszystkie domy i mieszkania. Jednak nie zawsze zwracamy na nie uwagę, gdyż potrafią się doskonale ukrywać. Wiecie zapewne, że czytuję literaturę czeską. Moi drodzy i nawet w tej książce znajdziemy powiązania z czeską literaturą. Otóż autor bardzo często powołuje się swoich tekstach na opinie znanego czeskiego badacza strachów- Zdenka Potvoranka ( to nazwisko aż się prosi by badać właśnie potwory). Po co jednak nam śmiertelnikom taki leksykon? Po prostu czas najwyższy skończyć z wizerunkiem strasznego stracha. Sięgając po tę książkę przekonacie się, że owe strachy są bardzo sympatyczne i pożyteczne.

Leksykon jest wynikiem wieloletniej pracy znakomitych badaczy. A znajdziemy w nim na pierwszej stronie informacje o strachu, który zamieszkuje ciemne kąty naszych szaf- Szafon Błyskonosy. Wyróżnia się dość charakterystycznym wyglądem. Jego nos przypomina żarówkę skrzyżowaną z gruszką. Starsze Szafony zakładają na nosy abażury. Nosy Szafonów mają jeden główny cel: służą do rozświetlania ciemnych szaf. Szafon jest średniego wzrostu około 35 centymetrów. Na głowie ma krótkie kolorowe włosy. Z natury są samotnikami (całe szczęście, że nie są stadnymi strachami). Stracholodzy nie znaleźli dotąd dwóch Szafonów w jednej szafie.

Jak widzicie książka zapowiada się na bardzo abstrakcyjną, i taką jest do samego końca. Znakomita zabawa słowem i doskonałe ilustracje tworzą znakomita lekturę dla wymagających z wybujałą wyobraźnią. Każdy strach jest dokładnie opisany. Zawsze znajdziemy takie informacje: wygląd, miejsce zamieszkania, charakter, hobby oraz dodatkowe informacje. I tak np.: znany czeski stracholog Zdenek Potvoranek zdobył nawet ulubiony tekst piosenki szafonów:

Ciepło, cicho, znakomicie
W szafach nam upływa życie.
Śpiewa więc szafonów ród:
Każda szafa to jest cud!



Nie będę opisywała Wam wszystkich potworów, sami musicie się zmierzyć z tą książką. Moim ulubionym strachem jest Tuptuś Obuwnik, który, jak nazwa wskazuje, zamieszkuje w naszych butach. W zależności od pory roku wybiera albo sandały albo kozaki (sprytny, prawda?) Czym się wyróżnia? Tuptuś ma trzy nogi, z których dwie stopy są identyczne, trzecia natomiast różni się kształtem i rozmiarem, nazywana jest stopą życiową. A ulubionym zajęciem i hobby jest stepowanie i futbol. Musimy pamiętać, by ostrzec Tuptusia kiedy chcemy założyć buty. Nie będzie mu chyba wygodnie razem z naszą stopą.

Książka jest po prostu cudowna. Brakuje mi słów, żeby ją opisać. Polecam, polecam, polecam. Chyba chcecie poznać Parapeciarza Znikąt czy Mydelniaka Pięknisia?

czwartek, 29 grudnia 2011

Masakra w centrum handlowym


Autor: Alex Kava
Tytuł: Czarny piątek
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 348



Alex Kava, a właściwie Sharon Kava, to uznana autorka thrillerów psychologicznych na całym świecie. Moje kolejne spotkanie z tą panią było udane. Może nie było tak fantastyczne i zapierające dech w piersi, ale jednak się odbyło. Powiem szczerze, że kolejna powieść była dla mnie zbyt przewidywalna. Dość łatwo można się było domyśleć dalszych losów i posunięć bohaterów. Ale mimo tego książka bardzo mnie wciągnęła. Autorka potrafiła tak budować napięcie, że musiałam czytać i czytać dalej.


Mall of America to największe centrum handlowe w Stanach Zjednoczonych. Dzień po święcie Dziękczynienia centrum odwiedza największa liczba ludzi, mamy tu do czynienia z tzw. czarnym piątkiem. Możecie sobie wyobrazić te tłumy, ścisk, hałas, gwar, zamęt i lekkie zamieszanie. A w tym wszystkim brakuje tylko jednego-tragedii. Wybuchają trzy ładunki, mamy mnóstwo rannych oraz ofiary śmiertelne. Co z tym mają wspólnego Patrick (przyrodni brat słynnej pani detektyw Maggie O'Dell) i jego znajomi Dixon, Chad, Tyler i Rebecca? Kto jest odpowiedzialny za wybuchy? Terroryści? Całą zagadkę może rozwiązać tylko Maggie O’Dell, która zostaje przydzielona do tej sprawy. Ochrona w centrum handlowym zwróciła uwagę na trzech chłopców z czerwonymi plecakami. Z kamer jednak widać, że ci chłopcy nie wyglądają na terrorystów, nie są świadomi tego, co za chwilę nastąpi. Kto więc za tym wszystkim stoi?

Cała książka trzyma czytelnika w napięciu, mimo że domyślamy się co nastąpi później. Maggie ma jedynie dwadzieścia cztery godziny, by dowiedzieć się gdzie wybuchnie kolejna bomba. W trakcie śledztwa dostaje tajemniczy telefon od pewnego informatora. Postanawia się z nim spotkać. Od informatora dowiaduje się o mózgu całej operacji, którym jest niejaki Kierownik Projektu. Całe śledztwo jest dość zawiłe i wciąż pojawiają się nowe wątki. Mimo przewidywalności książkę polecam. Warto zwrócić uwagę na doskonale zbudowane postaci. O jednych wiemy dużo i znamy wiele faktów z ich życia, a o innych nie wiemy prawie nic. Ta lekka nutka tajemniczości i niewiedzy intryguje czytelnika. Polecam.

wtorek, 27 grudnia 2011

Dziecko...


Tytuł: Album małego dziecka
Wydawnictwo: Wilga
Liczba stron: 24


Chwile, chwile…ulotne jak motyle. Była kiedyś taka piosenka, chyba że ją sobie teraz wymyśliłam. Dziś książka nie-książka. Album, który musimy wypełnić sami. Kiedy pojawia się dziecko w rodzinie jest dużo zamieszania. Wszyscy są zaaferowani małym człowiekiem. Każdego dnia dziecko zdobywa nowe umiejętności, uczy się świata, rozwijają się jego wszystkie zmysły. Pierwszy uśmiech, pierwszy ząbek, pierwsza zupka, pierwsze wakacje, pierwsza choroba….Jest tego tyle, że nie sposób tego zapamiętać. Pomóc nam w tym może Album małego dziecka.

Możemy już być spokojni, że o czymś zapomnimy. Na pierwszej stronie znajdują się informacje podstawowe o dziecku, czyli: imię, dzień narodzin, waga, wzrost, pierwsi goście i ich uwagi, do kogo podobne jest dziecko. Oczywiście jest też miejsce na pierwsze fotografie. Dalej wpisujemy informacje dotyczące imienia. Kto je wybrał, jakie były inne propozycje oraz miejsce na zdjęcie z chrztu świętego. Na kolejnej stronie miejsce na zdjęcia rodzinki: mamy, taty i rodzeństwa, jeśli już takowe jest. Najwspanialszym momentem było dla mnie otwarcie tego albumu na stronie, na której widnieje ogrooomne drzewo genealogiczne całej rodziny. Można się trochę pobawić w historyka i pouzupełniać. Idźmy dalej. Bardzo spodobało mi się miejsce, w którym wpisujemy do kogo jest podobne dziecko. Jestem podobny do….a pod tym napisem np.: zdjęcie małpy i należy w tym miejscu wpisać po kim dziecko ma uśmiech. Przyznam, że bardzo zabawny sposób. Znajdziemy tez miejsce na zdjęcia z kąpieli, pierwsze słowo, pierwsze kroki, pierwszy głośny uśmiech, pierwsza wizyta u lekarza. I żeby rodzice na starość przypomnieli sobie, jak wyglądała mała stópka i rączka ich pociechy, można umieścić tutaj odciski. Standardowo jest miejsce na pukiel włosów i opaskę ze szpitala. Oprócz tego pierwsze wakacje, pierwsze święta…

Pięknie wydana i zilustrowana książka może być doskonałym prezentem pod choinkę dla młodych rodziców. Polecam gorąco.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Wilga.

czwartek, 22 grudnia 2011

ŚWIĘTA...


Moi drodzy czytelnicy, z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę Wam wszystkiego najpiękniejszego, szczerych uśmiechów,radości w dniu codziennym,wiary w człowieka, umiaru...w zakupach książkowych i... żeby wiosna była zawsze w Waszych sercach.

CIAŁO


Tłumacz: Michał Lenartowicz
Tytuł: Ludzkie ciało.
Wydawnictwo: Wilga
Liczba stron: 12


Zawsze byliśmy ciekawi, jak to się dzieje, że bije nam serce? Jak to możliwe, że powstaje nowe życie? Jakie procesy zachodzą, żebyśmy mogli usłyszeć dźwięki? Jak to się dzieje, że rozróżniamy różne smaki? Jak wygląda nasze ciało od wewnątrz? Odpowiedzi na te pytania udzielali nam rodzice, a potem w szkole na lekcjach biologii poznawaliśmy dokładnie nasz organizm. Książka, którą chcę Wam dziś przedstawić może Was miło zaskoczyć.

Działa ona na wszystkie nasze zmysły. Mamy tutaj elementy dźwiękowe, ruchowe, modele 3D oraz elementy świetlne. Możemy zobaczyć dokładnie, jak wygląda serce i jak pracuje. Ba! możemy nawet poczuć jak bije. Na kolejnych stronach możemy prześledzić dokładnie, jak powstaje człowiek. Jakie zmiany zachodzą w organizmie, by mogło powstać nowe życie. Dodatkowo na tej stronie znajduje się trójwymiarowy model małego dziecka, które… płacze. Na dalszych stronach możemy bliżej przyjrzeć się funkcjonowaniu i budowie naszego mózgu. Dowiemy się tez trochę o naszych zmysłach: wzroku, słuchu, dotyku, węchu i smaku. Wszystkie te informacje znajdują się na takich małych zakładkach. Jest to też niewątpliwie dodatkowy element przyciągający naszą uwagę. Najbardziej jednak podoba mi się model serca i szkielet człowieka.

Wszystkie zawarte w tej książce informacje są podane w sposób zrozumiały i przystępny. Widać, że wszystko jest dokładnie przemyślane. Odpowiednie ilustracje przedstawiające tylko wybrane i potrzebne wycinki naszego organizmu. Jeśli chcesz sobie przypomnieć podstawowe informacje, które kiedyś zdobyłeś w szkole, to warto zajrzeć. Nawet dla dorosłego ta pozycja może być pouczająca. Polecam serdecznie.

środa, 21 grudnia 2011

Jest ryzyko jest przyjemność


Autor: Jayne Ann Krentz
Tytuł: Ryzykowny układ
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 224


Moje pierwsze spotkanie z panią Krentz trwało jeden wieczór. Przyznam się szczerze, że chyba nigdy nie czytałam tego typu książki. Taki romansik, nawet nie romans, tylko najzwyczajniejszy w świecie romansik. Ale przyznam się szczerze, że nawet mi się to spodobało. Jeden krótki wątek, niezbyt rozbudowany, praktycznie dwójka głównych bohaterów.

Jayne Ann Krentz jest jedna z najsłynniejszych autorek literatury kobiecej. Ciekawostką jest, że tworzy także pod dwoma pseudonimami (Amanda Quick, Jayne Castle). Pisze powieści obyczajowe, romanse historyczne i paranormalne. Po prostu kobieta renesansu. Potrafi napisać wszystko (zdanie ironiczne). Ale dość tych mało oryginalnych informacji o autorce. Przejdźmy do treści i przedstawienia bohaterów.

Jak już wspomniałam wyżej, mamy w tym romansiku dwójkę głównych bohaterów: kobietę i mężczyznę. Inaczej nici z romansu by były. Abby, to szalona, roztrzepana, energiczna, wyzwolona kobieta. W życiu zawodowym zajmuje się rozprowadzaniem witamin, więc jest niezależna finansowo także. Sama trochę za dużo jednak łyka tych witaminek na wzmocnienie, na stres, na mocne kości. Na kursie japońskiej sztuki układania kwiatów poznaje Torra. Jest on całkowitym jej przeciwieństwem. Poważny, zdyscyplinowany, zamknięty w sobie, wyrazisty i niezwykle męski. Abby układanie kwiatów jednak nie idzie zbyt dobrze. Jej kompozycje są odzwierciedleniem jej zachowań i charakteru. Torr natomiast jest oczywiście najlepszy w grupie. Ci mężczyźni…Pewnego razu po kursie postanawia zaproponować Abby odwiezienie do domu. Oczywiście ona się zgadza. I tak zaczyna się ich cała historia. Walczą ze sobą wewnętrznie, nie chcą się dać ponieść emocjom, wciąż się pragną i tak dalej. Ale dowiadujemy się także, że Abby ma pewne kłopoty. Otóż ktoś ją śledzi i podkłada pod drzwi zdjęcia, które mogą skompromitować ją i jej kuzyna. Torr postanawia jej pomóc. Zresztą ciągle wydawało mi się, że za dużo lubił decydować z Abby. Trochę apodyktyczny i stanowczy, ale najważniejsze, że był wspaniałym kochankiem.

I tak zaczynają się drobne kłopoty, ale kochankowie, aż tak bardzo się tym nie przejmują. Zakończenie oczywiście jest szczęśliwe. Wiem, że nie jest to pozycja wysokich lotów, to mimo wszystko polecam. Tak, żeby się oderwać od codzienności. Przeczytać coś innego, lekkiego i zapewne przyjemnego. Polecam.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Mira.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Miasto Samobójców…


Autor: Agnieszka Tomaszewska
Tytuł: Invocato
Wydawnictwo: Bulle Books
Liczba stron: 456




Mrok, ciemność, strach, przerażenie, wartka akcja to wszystko serwuje nam debiutancka powieść polskiej, młodej pisarki Agnieszki Tomaszewskiej. Co ciekawe pani Agnieszka z wykształcenia jest kucharzem i informatykiem. Zastanawiałam się skąd u niej pasja do pisania. Doszłam do wniosku, że wszystko w niej bardzo powoli pączkowało. Zaczynała od pisania poezji, która jest zakopana w szufladach, a potem zaczęła uciekać w prozę. Debiut jest dość zaskakujący. Przede wszystkim zaskakuje sam temat powieści-dokąd udają się samobójcy? Czy na pewno piekło istnieje?

Główna bohaterką powieści jest młoda dziewczyna Lilith vel Bura, która trafia do Miasta Samobójców. Nie poznajemy jej w kawiarni ani w bibliotece, ale na cmentarzu, który zasypany jest złotymi liśćmi. Śledzimy rozmowę Lilith z dozorcą, który już od dłuższego czasu ja obserwował i w końcu postanowił nawiązać rozmowę. Tak, domyślacie się dobrze, rozmowa dotyczy samobójstwa. Bura zadaje mu mnóstwo pytań. W tej sytuacji dozorca jest postawiony w trudnej sytuacji, z której nie ma już odwrotu. Opowiada jej o Mieście Samobójców, w którym znajdują się wszyscy ci, którzy w momencie przejścia na drugą stronę świata, zostali uratowani przez demony, które czekają na ich dusze. Nie trzeba jednak popełniać samobójstwa, by dostać do tego tajemniczego Miasta. Wystarczy silna i gorąca modlitwa. Lilith wypowiada własną inwokację. Z początku jednak nie wiemy, dlaczego tak bardzo pragnie tam się dostać. Udaje jej się przenieść do tego mrocznego świata, który wita ją niezbyt przychylnie. Dobry kapitan przystawia jej lufę pistoletu do skroni. Nie jest to zbyt komfortowa sytuacja. Mimo wszystko zdobywa grupę przyjaciół, którzy nadają jej ksywkę Bura. I tutaj zaczyna się dalsza wartka i dość ciekawa historia dzielnej dziewczyny. Trafia na szkolenie. Co wydarzy się dalej? Jak potoczy się cała sytuacja? Czy Bura zdobędzie uznanie członków grupy? Wszystkiego przekonacie się sięgając po tę książkę.

Na uwagę zasługują przede wszystkim doskonale nakreślone postaci. Każda jest wyrazista charakterystyczna. Doskonałe dialogi, pełne humoru i czasem niewybrednych żartów są dodatkowym atutem. Jedyne co mnie drażniło, to pewna fragmentaryczność. Wydaje mi się, że autorka nie potrafiła dokładnie zlepić ze sobą wszystkich wątków. Czasem się wydaje, że niektóre sytuacje są nieprzemyślane i nie pasują do całości. Ale to tylko taka moja maluteńka uwaga. W każdym razie polecam.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Bullet Books.

Top modelka


Autor: Richard Green
Tytuł: Top modelka. W sidłach kariery.
Wydawnictwo: Promic
Liczba stron: 176

Autorem powieści jest Richard Green, znakomity dziennikarz, teolog a zamiłowania taternik. Urodził się na terenach dzisiejszej Chorwacji. Oprócz tego jest nauczycielem w szkole w Zagrzebiu. Zapraszam więc do poznania świata mody, modelek i fotografów. Jesteście gotowi?

Głównymi bohaterami tej chorwackiej powieści jest Sara i Jacob. I niech Was nie zwiedzie tytuł, bo więc przyglądamy się pracy fotografa niż życiem modelek. Sara i Jacob żyją razem, a poznali się podczas sesji zdjęciowej. Jacob ma wszystko, czego pragnie: piękną kobietę przy swoim boku, pieniądze, sławę i przede wszystkim był bardzo cenionym fotografem, który potrafił wydobyć z kobiet, to co najpiękniejsze. Bardzo go zdziwiła i zaskoczyła oferta złożona przez najpopularniejszy magazyn. Oferta pochodziła od Vogue’a, a kontrakt wart był cztery miliony dolarów. Jacob był z siebie dumny, że jego praca jest tyle warta. Jednak czy Jacob podpisze kontrakt, czy będzie miał jakieś zastrzeżenia? Czy zrozumie czym jest piękno kobiety i gdzie je odnaleźć? Zapraszam do przeczytania.

Jak wygląda życie w show biznesie, czy zawsze jest piękne i kolorowe, jak nam się wydaje? Sara zdawała sobie sprawę z tego, że jest piękną kobietą, ale ludzie uważali ją za pustą i głupią dziewczynę. Żaden mężczyzna nie próbował poznać jej pięknej duszy, zachwycał się tylko pięknym i doskonałym ciałem. Nie chciałabym dokładnie zdradzać szczegółów fabuły.

Czasem doceniamy coś lub kogoś jeśli stracimy. Dopiero wtedy uświadamiamy sobie, co jest dla nas najważniejsze. Powieść o miłości, o ucieczce z jednego świata do normalności. Książkę czyta się bardzo szybko, krótkie rozdziały wpływają na dynamikę akcji. Polecam.


Człowiek to istota stworzona do miłości. Gdy kochamy świat wydaje się lepszy i piękniejszy. Dla niej jesteśmy w stanie zrobić wszystko. Miłość, bowiem to najważniejsze uczucie w życiu każdego.

Tęskni za nią każde ludzkie serce. Czasem bywa tak blisko. Przychodzi do każdego, czy biedny, chory czy tylko głodny. Pragną jej poniżeni, zranieni i złamani. Nieobca jest wzgardzonym i poniżonym. Potrzebujemy jej jak powietrze. By móc oddychać. By móc żyć.

A po czemu są książki?


Autor: Joanna Kulmowa
Tytuł: Mysz jak nie mysz
Wydawnictwo: Mila
Liczba stron: 48





Bajka jak nie bajka o myszce nie myszce, którą napisała Joanna Kulmowa, jak nie Joanna Kulmowa. Dobra tutaj trochę mnie poniosło. Przepraszam. Joanna Kulmowa to kolejna pisarka, którą chyba zna każdy z nas. Z wykształcenia aktorka i reżyser. Pracowała m. in. w teatrze w Koszalinie (a ja tam chodziłam do liceum). Jako pisarka zadebiutowała w 1952 roku. Poezja jest niezwykle refleksyjna, liryczna, dowcipna i zabawna. Oprócz tego Joanna Kulmowa jest także autorką librett operowych, utworów scenicznych, słuchowisk radiowych. Kobieta, która otacza się i żyje sztuką.

Wydawnictwo Mila wydało wspaniałą serię „Perełki Mili”, do której ta książeczka właśnie należy. Seria otrzymała wyróżnienie Poznańskiego Przeglądu Nowości Wydawniczych "Książki Wiosny 2011". Zdecydowanie wyróżnienie się należy. O czym jest ta krótka opowieść? O myszce marzycielce, która chce pomóc w uwolnieniu wiatru, który niefortunnie zaplątał w się drzewo. Największym jednak marzeniem myszki to podniebne podróżne na własnych skrzydłach, których niestety nie posiadała. Wiedziała jednak, że sama nie będzie w stanie pomóc wiatrowi. Postanowiła więc poszukać pomocnika. Jednak ani wiatrak, ani inne myszki nie były skore do pomocy. W końcu pomocną dłoń podał pajączek, który jest najlepszym fruwadłem bez skrzydeł. Jak zakończy się ta wspaniała historia? Czy pająk za pomocą babiego lata utka nowe skrzydła dla wiatru? Czy nasza myszka też będzie wspaniałym fruwadłem? Oprócz tego na ostatniej stronie znajduje się jeszcze krótki wierszyk Po niczemu.

A po czemu jest wiatr?
Po niczemu.
Ale mam go chociaż jest nie mój.
A po czemu są chmury? Obłok?
Nie wiem.
Mam je i podzielę się z tobą.

(…)
Pięknie wydana książeczka jest niewątpliwie taką małą perełką. Dającą radość i wiarę, że warto marzyć, bo marzenia w końcu się spełnią. Ilustracje Elżbiety Krygowskiej-Butlewskiej doskonale odzwierciedlają treść i mocno oddziałują na nasz zmysł wzroku. Mówi o wartościach tak ważnych i potrzebnych w naszym codziennym życiu: o przyjaźni, niesieniu pomocy, wdzięczności, marzeniach. Polecam tak bardzo, że już bardziej chyba nie mogę.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Mila.

PS. Tak się ostatnio zastanawiam, czy byłoby dobrym pomysłem zorganizowanie drobnego konkursu z nagrodami? Nie wiem tylko, czy znajdą się chętni. Pomyślę i może spróbuję.

niedziela, 18 grudnia 2011

Jedni mają stada owiec


Autor: Joanna Papuzińska
Tytuł: Opowieść
Wydawnictwo: Mila
Liczba stron: 48


Joanny Papuzińskiej nikomu chyba nie muszę przedstawiać. Znana i ceniona autorka bajek i wierszy dla dzieci. Urodziła się w Warszawie i tam też ukończyła UW na kierunku dziennikarstwo. Pracowała m. in. w bibliotece dziecięcej oraz w Wydawnictwie Harcerskim. Jednak chciała rozwijać się dalej i rozpoczęła przewód doktorski, który dotyczył czasopism dla dzieci. Jest znakomitym badaczem i krytykiem literackim, uwagę swą poświęca głównie przemianom form książki i literatury dziecięcej. Zwraca szczególna uwagę na rolę odbiorcy i odbioru. Współpracuje także z Polskim Radiem, a od 1967 z Nowymi Książkami. Zainicjowała także powstanie czasopisma o książkach dla dzieci Guliwer.

Debiutowała opowiadaniem o Januszu Korczaku Człowiek o gorącym sercu. Jej proza i poezja skierowana jest do najmłodszych czytelników. Potrafi doskonale łączyć elementy realizmu z rzeczywistością, humoru i żartu oraz wprowadza ważne tematy psychologiczne.

W dzieciństwie chciała zostać śpiewaczką, a na całe szczęście została pisarką. Oprócz tego ma na swoim koncie szereg wyróżnień i nagród: Medal im. Janusza Korczaka, Nagroda Ministra Kultury i Sztuki, Złoty Medal “Gloria Artis”, nagroda Polskiej Sekcji IBBY za całokształt twórczości.

Książka ta zawiera trzy różne utwory Joanny Papuzińskiej: Czarna jama, Ja, Opowieść. Dwa pierwsze utwory były wydane w latach 80-tych i jak mówi Joanna Olech, były wydane biednie i na podłym papierze. Już wtedy ilustracje Stasysa Eidrigeviciusa budziły zainteresowanie i zachwyt. Jego dzieła, bo tak można je nazwać były niebanalne i zdecydowanie wyróżniały się wśród innych. Joanna Olech mówi: Stasys nie próbował zilustrować książek literalnie, z prostacką dosłownością. Stworzył poetyckie etiudy, wariacje na temat. Jego ilustracje zaludnione dziećmi z bajki - ni to arlekinami, ni to marzycielami, wymykającymi się z dziecinnych pokoi do świata wyobrażeń i fantazji. Rzeczywiście muszę się zgodzić z jej słowami.

A o czym są historyjki tu opisane? Czarna jama opowiada o potworach, stworach i różnych tajemniczych osobnikach, które zamieszkują w ciemnych miejscach w domu. Pojawiają się zazwyczaj kiedy kładziemy się do łóżka. W Opowieści Papuzińska pokazuje nam jak wielką wyobraźnię ma dziecko, które chce obronić swoją mamę-królewnę przed smokiem. A co się mieści w Ja?

Ja mam dużo
myśli w głowie.
O!
A ta jedna – to rano wstaje,
a ta druga – wysoka jak Himalaje.
A ta trzecia, to taka wesołka,
że natychmiast trzeba fiknąć koziołka.


Zachęcam do przeczytania, obejrzenia, podziwiania…Chyba nie muszę, aż tak zachęcać.

piątek, 16 grudnia 2011

AUTA


Autor: Małgorzata Gintowt
Tytuł: Garbus
Wydawnictwo: Mila
Liczba stron: 48

Dziewczynki od zawsze bawią się lakami (oczywiście są wyjątki), a chłopców interesują samochody (autobusy, koparki, ciężarówki, śmieciarki). Który chłopiec nie patrzy z zainteresowaniem na „cztery kółka”? Dziś chciałabym Wam zaproponować ciekawą książeczkę o wdzięcznym tytule Garbus.

Małgorzata Gintowt potrafi budować zabawne i rymowane historyjki, które zaciekawią niejednego malucha. Piękne ilustracje przepełnione kolorami żółtymi i pomarańczowymi oraz czerwonymi. A co tu się dzieje? Oooooo….Zaczyna się zwyczajnie, samochody się nudzą. Tak, samochody mają własny świat i potrafią ze sobą rozmawiać. Mercedes Brawurek i czerwona honda Elita rozmawiają ze sobą i umawiają się na wyścig, który odbędzie się na placu Rajdowca. Pojawia się także rozklekotany volkswagen Garbus, który także bardzo chętnie wziąłby udział w wyścigach. Niestety mercedes Brawurek wyśmiewa go i twierdzi, że Garbus w ogóle nie potrafi się ścigać. Elita jednak twierdzi, że może się pojawić. Po cichu liczy, że Garbus będzie spełniał ich kaprysy. Garbus gdyby był człowiekiem, to pewnie skakałby z radości. Postanowił się przygotować, pojechał więc na myjnię. Wieczorem na placu Rajdowca zjechały się najbardziej luksusowe samochody. I jak myślicie jak zareagowały auta kiedy pojawił się Garbus? Oczywiście padały słowa takie jak: wrak, złom. Garbus czuł się obserwowany, ale nie wiedział dlaczego tak wszyscy mu się przyglądają. Odnalazł w tłumie swoich przyjaciół (tak sądził, że są przyjaciółmi). jednak Brawurek i Elita udawali, że go nie znają. Wszystkie inne auta zaczęły śmiać się szyderczo i trąbić klaksonami. Smutny Garbusek postanowił uciec z tego miejsca. Nie rozumiał ich zachowania. Niestety stracił panowanie nad sobą i wpadł w poślizg i zaczął spadać ze stromej góry. Garbus był nieprzytomny. Jednak następnego dnia niespodziewanie pod górą pojawił się mechanik Leon. Postanawia odholować Garbusa do siebie do warsztatu. Co tam też ten mechanik nie robił. Powymieniał zużyte części, dokręcił śruby i kable, zdrapał starą farbę, oczyścił z rdzy i pomalował go na piękny, żółty kolor. I jak myślicie, co będzie dalej? Czy Garbus pojawi się jeszcze na placu, by wziąć udział w wyścigach? Czy pozna nowych przyjaciół? I kto wygra wielki wyścig czempionów w Wahaczu Dolnym? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w tej książce.

Piękne ilustracje (Jakuba Haremzy), które doskonale współgrają z tekstem są doskonałym pretekstem, by spędzić trochę czasu z nosem w książce, właśnie w tej książce. Warto zwrócić uwagę, że ilustracje do Garbusa zostały wyróżnione w konkursie organizowanym przez katowicką Akademię Sztuk Pięknych "Książka Dobrze Zaprojektowana - zacznijmy od dzieci" 2010.Polecam!

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Mila.

wtorek, 13 grudnia 2011

To nie jest kwestia tego, czy to się stanie, tylko kiedy to się stanie.


Autor: William R. Forstchen
Tytuł: Sekundę za późno
Wydawnictwo: Bullet Books
Liczba stron: 472

Czy znacie może autora tej książki? Otóż pan William R. Forstchen oprócz tego, że jest autorem ponad 40 książek, w tym znanego bestsellera Pearl Harbour, to jest także byłym przewodniczącym Izby Reprezentantów Kongresu USA i doradcą prezydenta George’a Busha. Uzyskał doktorat na Prudue University z dziedziny wojskowości oraz historii technologii. Oprócz tego wykłada jeszcze historię w Montreal College w Karolinie Północnej.

Akcja powieści osadzona jest właśnie w małym miasteczku Black Mountain w Karolinie Północnej, rodzinnych stronach autora. Książka jeszcze przed jej opublikowaniem wzbudziła wielkie emocje i wywołała dyskusje. Kongres Stanów Zjednoczonych uznał ją za obowiązkową lekturę. Autor przestrzega nas przed końcem Stanów Zjednoczonych, bo niewiadomo z której strony czai się wróg. Wróg, który nie strzela, nie jeździ czołgiem, nie detonuje bomb, atakuje trochę inaczej, używa całkiem innej broni. O tym jaka to broń, napiszę dalej.

Przyznam szczerze ta apokaliptyczna wizja przypadła mi do gustu. Książkę czyta się bardzo szybko, a napięcie, które jest umiejętnie dawkowane, podsyca naszą ciekawość. Chcemy się dowiedzieć co tak naprawdę się stało i kto jest za to odpowiedzialny. Już przechodzę do fabuły. Nie będę tutaj dokładnie się rozpisywać, chciałabym jedynie ujawnić kilka faktów i zachęcić was do przeczytania.

Małe miasteczko Black Mountain, w którym mieszka nauczyciel historii i taktyki wojennej John Matherson. Jego żona przed kilku laty zmarła na raka, więc sam zajmuje się wychowaniem swoich dwóch dorastających córek. Znajdujemy się w momencie kiedy trwa przygotowywanie przyjęcia urodzinowego młodszej córki Jennifer. Na przyjęciu zjawia się także babcia, która prowadzi z zięciem drobne utarczki słowne. John rozmawia przez telefon ze swoim przyjacielem Bobem z Pentagonu (jest on także ojcem chrzestnym Jennifer). Rozmowa nagle zostaje przerwana. Nie ma w tym nic dziwnego. Zdarzają się czasem takie sytuacje. Ale oprócz tego w domu nie ma prądu, nie można uruchomić telewizora, nie działają telefony, a co najdziwniejsze nie słychać samochodów na autostradzie. Jonh jedzie tam starym wozem teściowej (o dziwo stare auto działa). Na autostradzie wszystkie auta stoją, jakby ktoś nagle je wyłączył. Wszyscy są bardzo zdziwieni i zdezorientowani. Co tez się stało? John ma już swoje podejrzenia. Udaje się więc do miasta i rozmawia z burmistrzem miasta. Twierdzi, że ich miasto ( a może cała Ameryka) została zaatakowana bronią EMP, czyli impuls elektromagnetyczny. Jest to efekt detonacji bomby atomowej, która wywołuje falę elektromagnetyczną, która niszczy łącza komunikacyjne. Brzmi strasznie?

Wszystkie opisy są bardzo realne i wydaja nam się prawdopodobne. Domyślacie się pewnie co zaczyna się dziać w mieście. Kończą się zapasy żywności i leków. Chorzy zaczynają umierać. Niezwykle obrazowo autor przedstawia zachowania ludzi i ich emocje. Jak zakończy się historia? I czy będzie to szczęśliwe zakończenie?

Książkę polecam jako przestrogę, bo nigdy nie wiemy, kiedy EMP nie będzie jedynie fikcją, a stanie się rzeczywistością. Oby nie!

Znowu świątecznie


Autor: przekładu dokonała Sylwia Burdek
Tytuł: Moja pierwsza książka na święta.
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 55

Każde dziecko wie, że Święty Mikołaj mieszka w dalekiej Laponii. Mikołaj jest nieodłącznym symbolem świąt Bożego Narodzenia. Wszystkie dzieci marzą o wspaniałych prezentach, które zawsze tajemniczo Święty zostawi pod choinką. A o czym marzą najmłodsi? Są to lalki, samochody, książki, słodycze, deskorolki, łyżwy…Można wymieniać bez końca. Bez względu na to gdzie mieszkamy i żyjemy, czy jest to Japonia, Grecja, Włochy czy Polska, to wszyscy mamy podobne marzenia.

Jeśli chcecie się przenieść w świat niezwykle spokojny i radosny, to zapraszam do zajrzenia do książki. Zobaczycie, co takiego dzieje się w domku Świętego Mikołaja. Jak elfy i inni pomocnicy Mikołaja uwijają się, by zdążyć z prezentami. Przez cały rok elfy trochę się nudzą. Czekają tylko na czas świąt. Wieczorami natomiast przed kominkiem Mikołaj opowiada im przeróżne niezwykłe historie. A co robią elfy w okresie przedświątecznym? Dostarczają Świętemu worki pełne listów od dzieci z całego świata. Następnie tworzą listę prezentów, by w dzień Wigilii Mikołaj mógł je wszystkim dostarczyć. Każdy elf ma własną fabrykę, w której tworzy wspaniałe zabawki. I tak poznajemy Marka z Polski, który marzył by dostać pociąg. Mała Aiko z Japonii chciała otrzymać lalkę, a Chanui z Afryki marzy o nowym ubraniu.

I niech nam udzieli się ciepło i magia zbliżających się świąt. Polecam!


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Zielona Sowa.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Ten baśnowo-bajkowy świat


Autor: Różni
Tytuł: Słowik, Kopciuszek i inne najpiękniejsze bajki.
Wydawnictwo: Drzewko Szczęścia
Liczba stron: 288


Ostatnio na moim blogu króluje literatura dziecięca. Jakoś tak się złożyło, że mam słabość do tego typu opowieści. Tym razem chciałbym Wam zaproponować wspaniałe bajki i legendy w całkiem nowej szacie graficznej. Te piękne ilustracje wykonała pani Marianna Jagoda-Mioduszewska. Piękne i niezwykle barwne ilustracje oddają nastrój bajek i przede wszystkim są doskonałym uzupełnieniem tekstów.

Wszystkie bajki i legendy podzielone są na trzy rozdziały. Pierwszy rozdział zawiera Baśnie i legendy polskie. Przeczytamy o śpiewającej Syrenie. Dwaj rybacy, którzy o niej rozmawiają postanawiają się udać do pustelnika Barnaby. Co takiego mądrego wymyśli pustelnik i jak zakończy się cała przygoda? Hmm…nie powiem. W tej samej części przeczytamy także o Królowej Bałtyku, która zamieszkuje głębiny Bałtyku. W wodach tych znajdował się niegdyś pałac z czystego bursztynu, dach pokryty był rybią łuską, a diamentowe okna były dopełnieniem całości. Pałac ten należał do królowej Juraty. Była dobrą i sprawiedliwą królową. Miała jednak wielki problem z pewnym rybakiem Castitisem, który uśmierca biedne rybki. Jak zakończy się historia? Czy królowa wybaczy rybakowi?

Druga część jest zbiorem Baśni klasycznych. Mamy więc tutaj baśnie Andersena czy Aleksandra Puszkina, a także Bolesława Leśmiana Opowiadanie króla Wysp Hebanowych, w którym król opowiada pewnemu sułtanowi historię swego życia. Dowiemy się gdzie znajdują się owe tajemnicze wyspy i co z całą historia mają wspólnego niewolnice. Oprócz tego przeczytamy historię o Bestii i Pięknej czy O królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach.

Trzecia część natomiast jest skarbnicą bajek współczesnych, nowych. I żeby był klimat świąteczny zachowany to zapewne z miłą chęcią przeczytacie opowieść o Świątecznym elfie, który ze względu przeziębienia był w ponurym nastroju. Do tego jeszcze wiatr zdmuchnął na niego śnieg. I co się stanie ze Złym Wiatrem? Czy opuści on to miejsce? Czy mogą istnieć święta bez Wiatru? Będziemy mogli się też przenieść w świat okropnie nudnego królestwa, w którym pojawia się smok lub poczuć piękno dzięki bajce o pięknie Ważka.

Książka naprawdę mnie zachwyciła. Coś troszeczkę innego, nie tak bardzo kolorowego. Barwy są tutaj stonowane i nie „krzyczą” do nas, nie atakują nas swoimi żywymi kolorami. To tekst jest tutaj najważniejszy. I niech tak pozostanie. Oby więcej takich pozycji.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Drzewko Szczęścia.

Łasuchy...


Autor: Różni
Tytuł: Kuferek pełen wierszy.
Wydawnictwo: Drzewko Szczęścia
Liczba stron: 96


Szczęście

po zielonych schodach
biegało
skakało

w jednej ręce miało
gitarę z żółtymi wstążkami
w drugiej ręce miało
torbę pełną uśmiechów

pod różowym niebem
fruwało
śpiewało

przyfrunęło do mnie
zostało


I takie właśnie malutkie szczęście pojawiło się także w moim domu. A to za sprawą tej wspaniałej książki, która stanowi wybór najciekawszych i najbardziej interesujących bajek i wierszy. Pamiętam, kiedy byłam jeszcze młoda i miałam dużo wolnego czasu brałam udział w konkursach recytatorskich. Pamiętacie z podstawówki Ptaki, ptaszki i ptaszęta polne? Brałam udział we wszystkich kategoriach, nawet miałam kilka sukcesów. Zresztą każdy występ był dla mnie wielkim przeżyciem. Pamiętam ile czasu zajmowało mi wybranie odpowiedniego wiersza lub prozy. Podchodziłam to tego bardzo emocjonalnie. Już wtedy poszukiwałam wierszy tych mniej popularnych. Miałam misję, by przybliżyć słuchaczom inne i mniej znane, ale również ciekawe wiersze takich poetów jak Tuwim, Mickiewicz, Wawiłow. W tej książce znajdziemy też wiersze trochę mniej znane.

Spokojne chwile, których mamy tak mało w ciągu dnia, jeśli się pojawią, należy je spędzać z książką. A najlepiej poczytać swoim dzieciom, kuzynom, bratankom, siostrzenicom. I nie bójmy się naśladować różnych dźwięków, które będą stanowiły doskonałe dopełnienie wierszowych historyjek. Przecież możemy sobie pomiauczeć jak kotek czy zaryczeć jak lew? A co dokładnie znajdziemy w Kuferku?

Kiedy tylko otworzymy okładkę Kuferka na pierwszej stronie powita nas szalona Małpa w kąpieli. Niesforna małpka, która chciała na chwilę zamienić się w człowieka i jak pewna pani, postanowiła zrobić sobie kąpiel. Była przygotowana, miała czepek, prześcieradło i zwierciadło. Oj, jak się cała ta przygoda zakończyła, chyba każdy z nas pamięta. Oprócz tego wiersza Aleksandra Fredro, znajdziemy także Pawła i Gawła oraz trochę mniej znany utwór O czterech podróżnych. Stefka Burczymuchę Marii Konopnickiej zna chyba każde dziecko. Stefek jest bardzo pewny siebie i wciąż się chwali, jaki jest dzielny. Jednak mała, polna myszka przyprawi go o prawdziwy strach. Wtedy już nie będzie taki dzielny. Na kolejnej stronie znajdziemy także utwór o Złej Zimie, która jeszcze póki co tego roku do nas nie zawitała. Ale przecież my się zimy nie boimy. O prawdziwej przyjaźni przeczytamy w utworze Adama Mickiewicza Przyjaciele. O tym natomiast do czego może nas doprowadzić łakomstwo przeczytamy w historii o Chorym kotku.

Wiersze te (nie wymieniłam oczywiście wszystkich tytułów, bo jest ich naprawdę dużo) uczą i bawią zarówno dzieci jak i dorosłych. Do tego wspaniałe i oryginalne ilustracje Bartka Drejewicza są znakomitym uzupełnieniem książki. Polecać chyba nie muszę. Przyjemności podczas czytania życzę. Ciekawskich odsyłam także na stronę pana Bartka Drejewicza (http://bartlomiejdrejewicz.blogspot.com/).

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Drzewko Szczęścia.

niedziela, 11 grudnia 2011

Joga dla mniej aktywnych


Autor: Gertrud Hirschi
Tytuł: Mudry dla ciała, umysłu i ducha. Karty do osiągnięcia zdrowia, mądrości życiowej i doskonałości duchowej.
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Liczba stron: 43 + talia 68 kart

Gertrud Hirschi jest bardzo znaną i cenioną osobą w świecie joginów. Od kilkunastu lat prowadzi szkołę jogi, a oprócz tego prowadzi i organizuje wykłady i seminaria na całym świecie. Jest także autorką wielu książek poświęconych jodze i mudrom.

Powinnam zacząć od tego, czym są owe tajemnicze mudry. Mudry to po prostu nic innego jak joga dłoni. Wiem, że brzmi to zabawnie. Nawet sobie nie wyobrażanie ile jest możliwych kombinacji w ułożeniu dłoni. Co nam to może dać? Dzięki mudrom możemy zwiększyć przepływ energii życiowej i zminimalizować różnego rodzaju bóle, a także redukują stres. Z języka starożytnego sanskryckiego mudra, to (w dosłownym tłumaczeniu) pieczęć przynosząca radość. Już od wieków mudry były stosowane w kulturach wschodu do celów leczniczych.

W jaki sposób korzystać z mudr? Jest to bardzo proste. Przede wszystkim jednak musimy przyjąć odpowiednią postawę i wybrać przytulne i relaksujące miejsce. Mudry można wykonywać: stojąc, spacerując, siedząc, leżąc. Jak długo należy wykonywać daną mudrę, jest sprawą indywidualną i każdy powinien sam sprawdzić swoją wytrzymałość i cierpliwość. Aby wykonywać mudry musimy przede wszystkim myśleć pozytywnie, świadomie i powoli oddychać przez nos. Wszystkie mudry charakteryzują się mocą uzdrawiającą i regenerującą. Mają korzystny wpływ na dolegliwości szyi, płuc, serca, wzmacniają plecy, regulują ciśnienie krwi, poprawiają krążenie, łagodzą bóle menstruacyjne. Oprócz tego wpływają korzystnie na pracę mózgu, zwiększają produkcję hormonów, generują wewnętrzną siłę, redukują stres, pobudzają strefy refleksyjne na dłoniach. Można tak wymieniać bez końca.

Karty są cudowne, piękne złocenia na brzegach i przede wszystkim ciekawe ilustracje. Karty to takie małe dzieła sztuki. Karty są w 5 różnych kolorach:
- karty czerwone ( energia, orzeźwienie)
- żółte (koncentracja)
- zielone (harmonia)
- niebieskie (spokój, odprężenie)
- fioletowe (zmiana, duchowość)


Polecam te karty raczej osobom, które już mają jakieś pojęcie o jodze (ja ćwiczę jogę od 10 lat),więc mudry są dla mnie jakby pewnym urozmaiceniem i dopełnieniem. Ale oczywiście osoby rozpoczynające swoją przygodę z jogą mogą także zajrzeć do kart. Polecam dla wtajemniczonych.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Studio Astropsychologii.

sobota, 10 grudnia 2011

Kto najwięcej ząbków ma? Mama, tata, czosnek, czy ja?


Autorki: Blanka Romanowska, Jowita Kotulska-Mirka
Tytuł: Owoce i warzywa. Dzieciaki robią przysmaki! Książka kucharska dla dzieci.
Wydawnictwo: Pietrusowa Górka
Liczba stron: 56

Dziś chciałabym Wam przedstawić książkę bardzo specjalną. Specjalną nie ze względu na odkrywczą treść czy formę. Otóż! Jest to pierwsza książka wydana w Polsce, która jest bezpieczna dla dzieci i przede wszystkim jest biodegradowalna. A to za sprawą wykorzystania specjalnego papieru, który posiada certyfikat dopuszczający do produkcji zabawek. Nie zawiera dużej ilości metali ciężkich. Oprócz tego do produkcji papieru nie stosowano chloru elementarnego. Moi drodzy, to jeszcze nie wszystko. Farby wyprodukowano na bazie olejów roślinnych. Mamy więc ekologiczną książkę. Myślę, że warto w naszych czasach zwracać uwagę na takie właśnie pozycje.

A co książka zawiera w środku? Są tutaj zamieszczone wspaniałe i proste przepisy, które można wykonywać z dzieckiem. Możemy uczyć dzieci poznawania nowych smaków (czosnek, por, szczypiorek), bez zbędnych polepszaczy i soli. Piękne ilustracje niewątpliwie zachęcają dzieci do samodzielnej pracy. Wesołe wierszyki, których bohaterami są owoce i warzywa w zabawny sposób prezentują nam ludziki, tzw. Pietrusy. Naprawdę mądra, ciepła i kolorowa książka przypadnie do gustu i tym młodszym i trochę starszym dzieciom. Z całego serca polecam. Przysmaki przygotowane przez dzieci na pewno zasmakują rodzicom.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Pietrusowa Górka.

czwartek, 8 grudnia 2011

No kiedy przyjdzie święty Mikołaj?


Autor: Markus Majaluoma
Tytuł: Tato, kiedy przyjdzie święty Mikołaj?
Wydawnictwo: Bona
Liczba stron: 33

Dzieci chyba najbardziej nie mogą doczekać świąt Bożego Narodzenia. Wyczekują pierwszej gwiazdki i z niecierpliwością czekają na Mikołaja.

W takiej sytuacji jest też trójka rodzeństwa państwa Różyczków. Pytają się taty, kiedy przyjdzie święty Mikołaj. Tata, który się dziećmi opiekuje wymyśla bardzo zręcznie odpowiedzi na trapiące pytania. Odpowiedź jest bardzo prosta: Najpierw jest babie lato, a potem zaczyna się jesień. Następnie jesień się kończy, a po niej nadchodzi zima, chwyta mróz i pada śnieg. Wtedy można zacząć czekanie na Mikołaja. Taka odpowiedź zaspokoiła niecierpliwość dzieci jedynie na kilka dnia. Po kilu dniach dzieci znowu zwróciły się do ojca z pytaniem, już bardziej konkretnym. Zapytały bowiem ile dokładnie minie nocy i dni, zanim przyjdzie Mikołaj. Sprytny tata pomyślał chwilkę i powiedział, że Mikołaj zjawi się dokładnie za sześćdziesiąt cztery noce, kwadrans po piątej. Dzieci jednak nie dały za wygraną i po kilku dniach, kiedy za domem spadł śnieg i oblodziło wszystkie kałuże, znowu zapytały ,czy to już dziś będzie Mikołaj? A cierpliwy tata postanowił tym razem wręczyć swoim dzieciom kalendarze adwentowe z malutkimi okienkami, a każdym okienku znajduje się mały czekoladowy aniołek. Tata tłumaczy, że jeśli zjedzą i otworzą wszystkie okienka, to wtedy przyjdzie Mikołaj. Anna Maria od razu zabrała się do pałaszowania wszystkich okienek myśląc, że jak je zje to Mikołaj pojawi się od razu. Przez dwadzieścia cztery dni dzieci oczekiwały i oczekiwały. Miały przez ten czas bardzo piękne sny o prezentach. Jednak w dzień Bożego Narodzenia do taty dzwoni święty Mikołaj i oświadcza, że nie zdąży do nich dojechać. I co teraz zrobi tata? Jak to święta bez Mikołaja? Jak zakończy się cała historia i czy Mikołaj dotrze na święta? Przekonacie się jeśli przeczytacie.

Polecam bardzo serdecznie. Książka nawet mnie bardzo rozbawiła. Są tutaj naprawdę zabawne dialogi i sytuacje, które wywołują uśmiech na twarzy czytelników. Do tego zabawne i oryginalne ilustracje są uzupełnieniem całego opowiadania. Polecam!

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Bona.

środa, 7 grudnia 2011

Mało świątecznie


Autor: Dr Chantal Tse
Tytuł: Kuchnia antyrakowa
Wydawnictwo: Esprit
Liczba stron: 360


Statystyki są przerażające. Coraz więcej ludzi choruje na raka. I mimo, że medycyna tak szybko się rozwija, to wciąż nie wynaleziono cudownego lekarstwa. We wszystkich krajach uprzemysłowionych rak, jest drugą najczęstszą przyczyną zgonu. Jedyne co możemy zrobić, to zadbać o siebie i swoje dzieci prowadząc aktywny tryb życia i stosując zbilansowaną dietę.

Nie od dziś wiadomo, że żywność i jej składniki mają wpływ na nasz organizm. Już sam Hipokrates mawiał: Niech pożywienie będzie twoim jedynym lekarstwem. Istnieje powiązanie między częstym spożywaniem tłuszczów i cukrów, a występowaniem chorób układu krążenia. Pewni naukowcy, doktorzy Richard Doll oraz Richard Petro w 1981 roku jako pierwsi opublikowali badania na temat przyczyn umieralności na raka w Stanach Zjednoczonych. Według ich badań 35% zgonów na skutek raka było spowodowanych czynnikami żywieniowymi. Większość wyników potwierdza tezę, iż istnieje realny związek między ryzykiem zachorowania na raka a złym i niewłaściwym sposobem odżywiania. Oczywiście nie wszystkie przypadki zachorowań są wynikiem złej diety. Około 10% zachorowań spowodowanych jest przez czynniki genetyczne, na co niestety nie mamy wpływu. Jeszcze. Ale kto wie, co będzie za 10, 20 lat.

Jednym głównych czynników rakotwórczych jest oczywiście alkoholizm oraz używanie tytoniu. Inne ważne i istotne czynniki zachorowalności na raka tzw. czynniki środowiskowe to: zanieczyszczenia, promieniowanie, produkty chemiczne, infekcje. Badania wykazały, że nadmierna ilość tłuszczów i cukrów w diecie może sprzyjać zachorowaniu na raka.

Wiele krajów w celu zmniejszenia ryzyka zachorowania uruchomiło rządowe projekty, które uczą jak jeść w sposób zdrowy i zbilansowany. Wyznaczono także specjalny komitet niezależnych ekspertów, który uznał większość badań i potwierdził wpływ czynników żywieniowych. Najczęstszym rodzajem raka w krajach uprzemysłowionych to: rak prostaty, piersi, jelita grubego i odbytnicy. W dalszej części książki przeczytamy o czynnikach żywieniowych, które zwiększają ryzyko zachorowania na raka, do każdego dołączone są badania, które potwierdzają i tłumaczą na czym polega negatywny wpływ:

- napoje alkoholowe ( powodują m.in. nowotwory dróg oddechowych i górnego odcinka przewodu pokarmowego, raka piersi) do
- czerwone mięso, wędliny oraz solona ryba po kantońsku (chodzi tutaj głównie o konserwanty)
- sól i potrawy słone (każdy z nas wie, że sól to białą śmierć)
- tłuszcze i oleje spożywcze

Żywność pochodzenia roślinnego: czynniki żywieniowe zmniejszające ryzyko zachorowania na raka:

- zielone warzywa, warzywa strączkowe i owoce
- zboża (ziarna), korzenie, bulwy i rośliny babkowate

Na samym końcu mamy najciekawszy moim zdaniem rozdział: Dowody naukowe … na talerzu. Znajdziemy tutaj wiele ciekawych przepisów czy zasady układania jadłospisu. Dania nie są zbyt skomplikowane, jednak czasem mogą pojawić się trudności ze zdobyciem niektórych składników.

Warto więc zajrzeć, by zaczerpnąć trochę świeżych i nowych pomysłów na obiady, kolacje i przekąski. W końcu chodzi o nasz zdrowie. Zadbajmy o siebie. Polecam!


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Esprit.

Znowu świątecznie


Autor: Daniel Napp
Tytuł: Pan Brumm obchodzi Boże Narodzenie.
Wydawnictwo: Bona
Liczba stron: 25

Nie ma świąt Bożego Narodzenia bez czego? No oczywiście bez choinki. Pięknie przystrojona jest wspaniałą ozdobą każdego mieszkania. A ile radości przy ubieraniu i czasem drobnych sprzeczek. A gdzie zawiesić czerwoną bombkę, a gdzie zieloną, a biała nie może być tak nisko powieszona. Ale warto się pomęczyć, bo efekt końcowy jest tego wart.

Pan Brumm jest misiem i wraz z przyjaciółmi, Kaszalotem (złotą rybką) i Borsukiem wyruszają do lasu, by znaleźć najwspanialszą choinkę. Mają określona wizję, jak musi wyglądać: na dole rozłożysta, musi mieć piękny czubek, nie może być za duża ani za mała i musi mieć ciemnozielony połysk. Wędrują więc po lesie w poszukiwaniu upragnionego drzewka. I w końcu je znajdują. Już wyciągają piłę, by ją ściąć, aż tu nagle pojawia się Ryjek, który mówi im, że tej choinki nie można ścinać, gdyż jak twierdzi, jest to surowo zabronione. Ryjek jest nieugięty i nawet im grozi, że spuści psa ze smyczy. Pan Brumm razem z przyjaciółmi wracają więc do domu. Postanawiają jednak wrócić do lasu, gdy tylko się ściemni. Ubrali się ciepło i wyszli. Niestety swojej choinki nie znaleźli, gdyż jak się okazało, ktoś ściął ich drzewko. Na śniegu odkryli ślady i ruszyli za nimi. A ślady zaprowadziły ich do domu … Ryjka. Borsuk wpadł na genialny pomysł. Postanowili zaczekać, aż rodzinka Ryjków pójdzie do kościoła, a wtedy oni wejdą do domu prze okno i zabiorą swoją choinkę. Jesteście ciekawi jak zakończyła się cała historia? I czy niewinny pobyt w kuchni i wąchanie pieczonego indyka zakończy się kataklizmem i czy sprowadzi niebezpieczeństwo na grupę przyjaciół? I jak to się stało, że Pan Brumm musiał zamienić się w świętego Mikołaja?

Pięknie opisana i zilustrowana książeczka dla tych małych i tych dużych. Polecam bardzo serdecznie na poprawę humoru. Pan Brumm na pewno Was rozbawi.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Bona.

wtorek, 6 grudnia 2011

Świąteczna skarpeta pełna prezentów


Autor: Maureen Spurgeon i Gill Davies
Tytuł: Świąteczne opowieści.
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 64


Święta, święta…piękny czas radości, uśmiechu, zabawy no i oczywiście czas prezentów. Kiedyś byłam na koncercie świątecznym w Poznaniu. I w pewnym momencie prowadzący zaczął wypytywać małe dzieci, co chcieliby dostać od św. Mikołaja. Padały różne odpowiedzi: płaczącą lalkę, pieniądze, ale najbardziej rozbawiła mnie odpowiedź jednego chłopca, który na jednym oddechu powiedział: A ja chciałbym dostać Krwawą Gwiazdę, lego. Marzenia dzieci są różne. Także dorośli mają swoje ukryte i wymarzone prezenty.

W książce Świąteczne opowieści możemy przenieść się w każdej chwili w czas przedświątecznej aury i prezentów, które sprawiają nam wielką radość. I tak możemy przeczytać opowieść o pewnym niezwykłym dziadku, który chce dostać od Mikołaja…pomarańczową kurtkę i deskorolkę. Sami przyznacie, że dziadek jest szalony. jeśli chcecie się dowiedzieć, jak zakończyła się przygoda dziadka i czy otrzymał upragniony prezent, koniecznie przeczytajcie.

Znajdziemy tutaj także opowiastkę o Gwiazdkowych wróżkach, które są bajecznie kolorowe i we włosach mają gwiazdki (stąd ich nazwa), a oprócz tego potrafią wyczarować swoimi różdżkami sople lodu. A co jeszcze lubią robić wróżki? Wystarczy zajrzeć do książki.

Mamy tutaj także opowieść o bardzo zmęczonym osiołku, o bałwanie, który bał się ciemności, o pomocnikach świętego Mikołaja, którymi są… pingwiny, ponieważ wszystkie renifery się rozchorowały. Ciekawi jesteście jak zakończy się ta przygoda?

Wszystkie opowieści napisane są pięknym językiem, który doskonale uzupełniają wspaniałe i duże ilustracje. Dzieci zapewne bardzo szybko odnajdą na tych ilustracjach elfy, wróżki czy choinkę. Wszystkie te opowiadania są niezwykle mądre i radosne. W sam raz na zimowe wieczory przy kominku, albo chociaż przy świecy. Polecam!

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Zielona Sowa.

piątek, 2 grudnia 2011

Sto stron świata


Autor: Różni.
Tytuł: 100 baśni z czterech stron świata. Baśnie, mity, legendy.
Wydawnictwo: Jedność
Liczba stron: 511


Czy chcecie zagubić się w szumie magicznego wiatru? Wysłać wyobraźnię na koniec świata? Pomarzyć i pomilczeć? Poczuć radość, szczęście, miłość, nadzieję? Zrozumieć czym jest sprawiedliwość, bieda, bogactwo, przyjaźń? Jeśli na wszystkie pytania odpowiedzieliście tak, to ta książka może Wam w tym pomóc. Zapraszam w podróż pełną tajemnic i niesamowitych przygód.

Przenieśmy się do małej chałupki, w której mieszka ubogi chłop z żoną. Znajdują się w bardzo trudnej sytuacji, nie mają pieniędzy i jedzenia, a chłop idzie właśnie sprzedać ostatnią krowę. Po drodze jednak spotyka pewnego, dziwnego człowieka, który proponuje mu za krowę rondel. Chłop się zgadza. Jak się potem okazuje nie jest to zwyczajny rondel. Jak to w bajkach bywa, jest to zaczarowany rondel. Wszystko kończy się dobrze.

A może macie ochotę dowiedzieć się jak spędzają czas królewny, a właściwie roztańczone królewny. Jest ich aż 12, więc biedny król bardzo się o nie martwi. Nie wiedział w jaki sposób wymykały się z pokojów i rano zawsze były senne i zmęczone. Co zrobił król? Przeczytajcie. Mamy tutaj także wiele bardzo znanych baśni takich jak: Kopciuszek czy Brzydkie Kaczątko, albo Dziewczynka z zapałkami. Ale nie zabraknie też baśni i legend, które pochodzą z różnych stron świata. Chyba każdy z nas zna angielską opowieść ludową o złotej rybce: Był sobie kiedyś biedny rybak. I pewnego razu złowił złotą rybkę, która za wolność obiecała mu spełnić trzy życzenia. Każdy chyba z nas chciałby złowić taką rybkę. O co poprosił rybak i co ma wspólnego kiełbasa z nosem oraz jak wszystko się zakończyło, dowiecie się jeśli zajrzycie. Pamiętajcie jednak: życzenia nie zawsze spełniają się w sposób, w jaki byśmy tego chcieli.

A teraz dajmy się ponieść naszej wyobraźni jeszcze dalej, na Wyspy Man, skąd pochodzi legenda o kocie, który nie ma ogona. A jak to się stało? Kot bezogonek? A jeśli już ją przeczytacie może zapoznać się z rosyjską bajką o Ognistym Ptaku, którego chciał zdobyć dla siebie chciwy car. Czy mu to się uda?

Nie byłoby tak wspaniałej książki, gdyby nie było w niej Śpiącej Królewny, Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków, Czerwonego Kapturka czy Dzikich łabędzi. Dla każdego coś miłego na pewno się znajdzie. Ale, ale…wspominałam, że mamy w tej książce cały świat. No i mamy. Jeśli tylko chcemy możemy na dywanie Alladyna polecieć prosto do Pekinu i poznać życie smoków. A żeby było bardziej magicznie może udać się w podróż do Skandynawii i poznać przepiękną boginię Freję, która wciąż pragnęła nowych wrażeń. Jeśli jesteście ciekawi jak zakończyła się jej wycieczka, na którą wybrała się rydwanem ciągniętym przez koty, to koniecznie przeczytajcie.

Wszystkie opowieści przede wszystkim nas uczą rozumieć świat. Pokazują jak należy postępować, co jest najważniejsze w życiu, co czyni nas szczęśliwymi i radosnymi ludźmi. Dajmy się ponieść emocjom…Żyjmy choć przez chwilę tylko w wyobraźni.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jedność. Bardzo dziękuję.

czwartek, 1 grudnia 2011

Czuła się pusta, jak brzuch po poronieniu…


Autor: Jan Balaban
Tytuł: Wakacje. Możliwe, że odchodzimy.
Wydawnictwo: Afera
Liczba stron: 220


Tak, moi drodzy blogowicze. Rozszalałam się z tą czeską literaturą. Dziś serwuję Wam kolejną dawkę czeskich emocji. Tym razem nie są to opowiadania zabarwione gorzkim humorem, lecz nostalgią i smutkiem. Całkiem inny obraz rzeczywistości przedstawia nam Balaban. Zapraszam do wędrówki po kilkunastu opowiadaniach. Pamiętajcie jednak ( tu posłużę się słowami Jana Peszka): Dla prozy Balabana trzeba znaleźć czas i spokój jesiennych dni, żeby móc poukładać puzzle jego opowiadań w obraz bliski nam, skądś znajomy.

Nieoczekiwana śmierć autora w wieku 49 lat niewątpliwie jest wielką stratą dla czeskiej literatury. Ukończył studia na uniwersytecie w Ołomuńcu, a był to kierunek język czeski i anglistyka. Całe jego życie i tum samym większość opowiadań związanych jest z Ostrawą, gdzie spędził resztę swojego życia. Jan Balaban pracował głównie jako tłumacz, pisał także artykuły do znanego, czeskiego czasopisma Respekt. Miał wielki dystans do siebie, nie uważał, że jest lepszym pisarzem niż Jachym Topol czy Jan Benes. Według niego człowiek albo jest pisarzem, albo nie, a pisarz jest albo dobry, albo zły. Innych rozwiązań nie widział. Jego proza jest trochę niezwykła, przepełniona smutkiem, zmuszająca nas do refleksji. Często zarzucano mu, że swoje opowiadania poświęca ludziom zatroskanym, ale jak sam mówił w jednym z wywiadów, że właśnie takie jest życie i nie ma zamiaru tego ukrywać i zmieniać. W tej książce znajdziemy dwa najpopularniejsze zbiory opowiadań : Wakacje i Możliwe, że odchodzimy. Drugi ze zbiorów otrzymał w 2005 roku najbardziej prestiżową czeską nagrodę literacką Magnesia Litera w kategorii Proza Roku. Rok wcześniej ogłoszona została tytułem Książka Roku 2004, a w 2011 otrzymała tytuł Książka Dziesięciolecia. Na pytanie, czy ucieszył się z tych nagród, odpowiedział, że dla niego największą nagrodą jest to, że człowiek bierze do ręki jego opowiadania i potrafi w nich znaleźć coś dla siebie. Pisanie jest dla niego sposobem na przeżywanie świata, tak jak on sam go widzi.

A o czym są opowiadania? Przede wszystkim o ludziach, o ich problemach. I mamy tu Daniela, który od kilkunastu lat cierpi na bezsenność i nie rozumie, dlaczego iskrząca się sieć nie oplotła jego. Widzi teraz świat kłębiący się w jednym kotle, podczas gdy on sam pozostaje nietknięty. Jakby nie istniał. Wszystko co z niego pozostało, to niematerialny pogląd, który nie ma oczu, którymi mógłby płakać, ani rąk, którymi mógłby sobie te oczy zasłonić. Mamy tutaj także całą plejadę bohaterów-ludzi, którzy borykają się osobistymi problemami z alkoholem, z samotnością. Balaban porusza tematy dotyczące rozwodu, nieślubnych dzieci (opowiadanie o Szczepanie). Opowiadania są chwilami tak przesycone smutkiem, że trzeba sobie zrobić przerwę w czytaniu.

Opowiadania są bardzo krótkie, niektóre mają zaledwie dwie, trzy strony. Ale na tych kilku stronach Balaban potrafi opisać ludzki ból, który dotyka nawet nas. Nie można obojętnie przejść obok tej książki. Trzeba przeczytać, zapoznać się, przemyśleć kilka spraw. To opowiadania o chorobie, przyszłości, o tym co będzie, o nadziei, o dzieciach, których mieć już nie można. Realistyczne, wręcz depresyjne i tylko dla czytelników o mocnych nerwach. Polecam mimo wszystko.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Afera.

środa, 30 listopada 2011

Czy można się spóźnić na koniec świata?


Autor: Julia Knop
Tytuł: Jak długo trwa wieczność? Wielkie pytania małego filozofa.
Wydawnictwo: Jedność
Liczba stron: 93


Pytania, pytania, ciągłe pytania, a dlaczego tak?, a jak?, a po co? Przeważnie dzieci zadręczają nas, dorosłych, ciągłymi pytaniami. Są ciekawi świata, chcą wiedzieć wszystko i na swój sposób zrozumieć. W tej książce znajdziemy dużą dawkę wiedzy, jak wybrnąć, z czasem trudnych do wytłumaczenia pytań. Wciąż się dziwimy, pytamy, szukamy odpowiedzi, myślimy-jest to nieodłączna cecha człowieka. Więc rozpocznijmy przygodę. Pobawmy się z naszym umysłem i wyobraźnią.

Nie ma pytań bez odpowiedzi. Pytajmy! Odpowiadajmy! W tej książce, która jest swego rodzaju traktatem filozoficznym, trochę z przymrużeniem oka, znajdziemy odpowiedzi na ważne pytania: Kto odpowiada za myśli w mojej głowie?, Czy wiewiórka wie, że jest wiewiórką?, Czy trzeba myśleć, żeby być człowiekiem?, Kiedy człowiek staje się człowiekiem?, Czym jest miłość?, Czym jest sumienie?, Czy należy myśleć o śmierci? I jeszcze wiele, wiele innych, które czasem nam dorosłym trudno zrozumieć.

Odpowiedzi na postawione pytania są konkretne i napisane w przystępny sposób. W taki by zaciekawić dzieci. Na końcu każdego krótkiego rozdziału znajdziemy także kilka pytań do czytelnika, czy zgadza się z tym, co przeczytał?, jakie jest jego własne zdanie na ten temat? Myślę, że jest to ciekawa forma aktywizacji młodego czytelnika, który może sam snuć własne domysły. A to może doprowadzić do jednego: do narodzin kolejnych pytań. Tego łańcucha nie da się już chyba zatrzymać. I bardzo dobrze.

Na samym końcu książki znajduje się także zestaw pytań, na które dzieci mogą same odpowiadać i wpisywać swoje odpowiedzi. Myślę, że każde dziecko z miłą chęcią zabierze się do filozofowania i znajdowania odpowiedzi na pytania: dlaczego nie można zobaczyć Boga?, dlaczego tak jest fajnie mieć imię?, czy można się spóźniona koniec świata? Pytania te uczą dzieci myśleć po swojemu. Pozwólmy im na to.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jedność. Dziękuję bardzo.

wtorek, 29 listopada 2011

Nie ma nic piękniejszego niż widok śmiejących się ludzi. Nie ma nic gorszego niż dowiedzieć się, z czego się śmieją.



Autor: Petr Sabach
Tytuł: Gówno się pali
Wydawnictwo: Afera
Liczba stron: 163

I znowu pragnę Wam przedstawić kolejną pozycję naszych kochanych sąsiadów –Czechów. Może na początek krótkie wprowadzenie i wyjaśnienie tytułu książki, bo tytuł może polskiego odbiorcę nawet zszokować( bo Czecha to nic nie zszokuje).

Dziewczynki siedziały po prawej, chłopcy po lewej(…)Z sekcji dziewczęcej dobiegał szczebiot. Podawały sobie nawzajem jakieś pluszowe zwierzątko, powtarzając ciągle:
-Jeeej, pokaż mi go jeszcze raz! Ale słodziutki! Mi też go podaj! Boże, ale słodziutki!

Pluszowy potwór z przygłupawym uśmiechem wędrował z rąk do rąk, za każdym razem wywołując nową falę zachwytu. Trwało to jakieś pół godziny.
Na fotelach za mną siedzieli dwaj chłopcy, okularnicy z wysokimi czołami. Ich rozmowa trwała całą trasę Paryż-Praga. Całkowicie poważnie i ze wszystkich stron rozpatrywali problem, czy gówno się pali?
Dwa światy rozdzielone tylko wąskim przejściem.


I książka ta właśnie przedstawia odwieczną walkę płci, mówi o dorastaniu, dojrzewaniu, miłości w czasach reżimu komunistycznego, rywalizacji, która nawet z wiekiem nie słabnie. Wszystkie opowieści zabarwione typowo słodko-gorzkim czeskim humorem. Inaczej być nie może. Zbiór ten powstał w 1994 roku, a zawiera trzy opowiadania: Zakład, Bellevue, Woda z sokiem. Daruję już sobie czeskie nazwy, bo nie wiem, czy to Was interesuje. Mogę jedynie napisać, że gówno po czesku to po prostu hovno. Taka mała dygresja. Idźmy dalej. Opowiadania te stały się inspiracją do nakręcenia filmu „Pelisky”( wspaniałe polskie tłumaczenie: Pod jednym dachem). Zresztą większość jego opowiastek zostało zekranizowanych. Mariusz Szczygieł w jednym z wywiadów mówi, że Czesi w naszych głowach są stworzeni przez Sabacha. Nie ma od niego ucieczki. Muszę się zgodzić z tą wypowiedzią. Odsyłam Was także do innych filmów inspirowanych twórczością Sabach (Bigbeatowe lato, Pupendo). Filmy gorąco polecam. A kim jest ów Petr Sabach?

Jest to współczesny, czeski prozaik, kontynuujący hrabalowską tradycję pisarską. Studia ukończył na Uniwersytecie Karola w Pradze (to tak jak ja). W swoim ciekawym życiu zajmował się różnymi dziedzinami m.in. był redaktorem technicznym w organizacji działającej przy Ministerstwie kultury, metodykiem w domu kultury, a nawet dorabiał jako stróż nocny w Galerii Narodowej, uczył twórczego pisania na Akademii Literatury Josefa Škvoreckiego. Oprócz tego jest szczęśliwym mężem, ojcem i dziadkiem. Jeden z jego synów, który zajmuje się grafiką, zaprojektował niemal wszystkie okładki jego książek.

Pierwsze opowiadanie Zakład mówi o dwóch żywotnych staruszkach, którzy nawet na starość nie mają dość sprzeczek i kłótni, które dotyczą dość banalnych powodów: ile wzrostu ma niedźwiedź kodiak, jak długo wytrzymają pod wodą. Ale wychodząc z gospody są już w doskonałych humorach i oczywiście są najlepszymi przyjaciółmi. Wieczna rywalizacja, która nawet w dorosłym życiu nas nie opuszcza, a w szczególności mężczyzn.

Drugie opowiadanie Bellevue opisuje jeden dzień z życia pewnej niezwykłej rodziny. Córka, która chce zmienić płeć, dziadek, które dostał ataku kolki, syn, którego zostawia dziewczyna w dniu, kiedy chce się jej oświadczyć. Jednak to nie jest wszystko, to tylko początek. Różne sytuacje opisane z kilku punktów widzenia, oryginalna forma narracji są niewyczerpanym źródłem humoru.

Trzecie opowiadanie natomiast przedstawia historię dwójki ludzi, którzy znają się od małego. Aż nadchodzi czas, kiedy ich dzieci opuszczają rodzinny dom. Sabach opisuje jak wygląda miłość w czasach reżimu komunistycznego, jak się zmienia.

Styl opowiadań jest niezwykle jasny. Głównym jednak atutem i takim magnesem jest przede wszystkim operowanie dowcipem, żartem, humorem. Są to nieodłączni bohaterowie. Moi drodzy blogowicze polecam, jako przerywnik między kolejną amerykańską czy angielską powieścią. Czytajmy czeskich pisarzy.


Książkę otrzymałam od fantastycznego Wydawnictwa Afera.

poniedziałek, 28 listopada 2011

W co się bawić, w co się bawić…


Tytuł: Najpiękniejsze zabawy sprzed lat dla dzieci
Wydawnictwo: Jedność
Liczba stron: 128


W co się bawić, w co się bawić… No właśnie, w co się bawić? Teraz większość dzieci ( nie mówię, że wszystkie) powiedziałoby, że czas najlepiej spędzać przed komputerem. To jest zabawa – szalone pościgi, krew, zabijanie. Nie mówię, że wszystkie gry są beznadziejne i niczego nie uczą. Uczą, owszem. Chodzi mi jednak, o to, że coraz mniej czasu dzieci spędzają ze sobą w realnym świecie. Rzadko teraz spotykam dzieci bawiące się w chowanego, berka, podchody. Widzę co prawda maluchy w piaskownicach, ale potem następuje pustka. A przecież istnieje tyle cudownych sposobów na wspólne zabawy. Wystarczy zapytać naszych rodziców, jak oni bawili się w dzieciństwie. Możemy także zajrzeć do tej niewielkiej książeczki.

Wszystkie gry i zabawy podzielone są na działy: gry na przyjęcia, gry podwórkowe, zabawy w berka (istnieje kilka rodzajów berka!), gry słowne i pamięciowe, śpiewanie i zabawy w kole, gry w piłkę, sznurek, karty i gry z papieru. Warto zobaczyć jak nasi rodzice, dziadkowie spędzali wolny czas. Jak biegali, skakali, ścigali się aż do zmroku. I ciężko było zapędzić ich do domu. Książeczka przybliża tamte czasy i przede wszystkim inspiruje do nowych zabaw i twórczego spędzania wolnego czasu.

Warto więc pobawić się czasem w ciuciubabkę. Zabawa polega na tym, że jedna z osób ma zawiązane oczy. Jest ona obracana przez innych, aż trochę zakręci się w głowie. Następnie musi chodzić po pokoju i wyłapywać innych graczy. Ale nie jest to takie łatwe, ponieważ wszyscy muszą uciekać przed ciuciubabką. Ostatnia złapana osoba jest zwycięzcą. Istnieje także inna wersja tej zabawy. Ale to już zapraszam do przeczytania. Oprócz tego możemy także na przyjęciu pobawić się w ciepło-zimno, mrugającego zabójcę, muzyczne krzesła, Szymon mówi czy zabawa mająca uroczą nazwę- wachlowanie wędzonego śledzia. Ciekawi jesteście co kryje się pod tymi nazwami?

W dziale w grami podwórkowymi mamy tak wspaniałe zabawy jak: brytyjski buldog, czerwony wędrowiec, kroki babci, żabi skok czy kulki. A ile mamy berków: np. berek łańcuchowy, berek ogon, berek cień, berek pocałunek. A jeśli chcecie sprawdzić umiejętności swojego umysłu to zabawy z tego działu na pewno w tym pomogą. Są naprawdę wymagające i ciekawe.

Wszystkie tutaj wymienione gry i zabawy będą doskonałym impulsem i mobilizacją dla młodszych i starszych dzieci. A może rodzice pobawią się z dziećmi? Polecam serdecznie.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jedność.

sobota, 26 listopada 2011

Bądź artystą


Autor: Mara Antonaccio
Tytuł: Boże Narodzenie i zaskakujące pomysły jak zrobić coś z niczego.
Wydawnictwo: Jedność
Liczba stron: 64


W dobie kiedy tak bardzo dbamy o czystość naszej planety, o segregację śmieci, o zdrową i zbilansowaną dietę, zapominamy czasem, że niektóre przedmioty możemy sami powtórnie wykorzystać także w domu. Żyjemy w czasach gdzie każdy w jakimś stopniu stara się być ekologicznym (oszczędza wodę, prąd, kupuje zdrową żywność, jeździ rowerem do pracy, kupuje papierowe torby, oddaje baterie do specjalnych punktów do tego przeznaczonych). A warto czasem zatrzymać zużyte puszki, papierowe torby, opakowania po pasztetach, puste słoiczki, stare skarpetki, papierowe tacki. Książka ta przedstawia, w jaki sposób można te z pozoru bezużyteczne przedmioty, wykorzystać.

Razem z dzieckiem można wyczarować naprawdę wspaniałe przedmioty, małe dzieła sztuki. Za pomocą papierowej torby można wyczarować wspaniałe opakowanie na prezenty. Wystarczą tylko nożyczki, kolorowe flamastry, kapsel, dwa włochate druciki i torba- renifer gotowa. Okrągłe pudełka po jedzeniu (np. po chipsach) mogą się zamienić w barwne pojemniczki na drobiazgi. A to, że rolki po papierze toaletowym można także twórczo wykorzystać, chyba każdy z nas wie. Zamienić je można w zabawne zwierzątka. Oprócz tych wspaniałych pomysłów, znajdziemy tutaj także propozycje wykorzystania żarówki, plastikowych butelek, metalowych puszek czy drewnianych klamerek.

Dodatkowym atutem są dołączone do książki szablony, które ułatwiają pracę. Oczywiście wykonanie każdego małego dzieła sztuki jest dokładnie opisane. Krok po kroku w punktach dzieci mogą zamienić się w artystów. Najlepiej jednak i zdecydowanie przyjemniej jest wspólnie z dzieckiem trochę się pobawić. Zachęcam bardzo serdecznie. Szczególnie teraz w tym przedświątecznym okresie. Do dzieła!


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jedność. Bardzo dziękuję.

czwartek, 24 listopada 2011

Z ich książek można było wyczytać ich dusze.


Autor: Sonia Raduńska
Tytuł: Solo
Wydawnictwo: Dobra Literatura
Liczba stron: 271


Żyć i pisać sercem, krwawicą, namiętnie i nie udawać, że wszystko rozumiem i na wszystko się zgadzam, bo tak nie jest, bo jakby mogło tak być, jeśli za miesiąc ślub mężczyzny, którego kochałam najbardziej na świecie i którego twarz i imię wyświetla mi się, gdy przez ekran przesuwają się słowa flamenco, które nie udają, że nie są rozpaczą, bo są!

Sonia Raduńska napisała kolejną książkę, właściwie to ją stworzyła z wielu własnych myśli, słów, zdań, obrazów. Jest to kolaż przeplatany także obrazami innych znanych ludzi, którzy wywarli wpływ na autorkę. I tak jak kiedyś pisano, że do książek Kartki z białego zeszytu i Białych zeszytów trzeba znaleźć spokojne miejsce, ołówek, kartkę i spisywać te wszystkie mądrości. Tak samo jest tez w przypadku tej książki, którą niewątpliwie trzeba sobie dawkować, żeby nie przesycić wyobraźni.

Sonia Raduńska to mądra, dojrzała, dobra, czasem depresyjna, wesoła, świadoma swoich wyborów, odważna, wycofana, znająca własne miejsce na ziemi, wewnętrznie niezwykle spokojna KOBIETA. Chciałabym się wybrać z autorką do cichej kawiarenki i popijać kawę zasłuchiwać się w słowa, rozmawiać i dyskutować.

Pozwólmy sobie kolejny raz zgłębiać zakamarki duszy Raduńskiej. Zachwycajmy się nad z jaką czułością wyraża się o swoich bliskich a także o swoich zwierzętach. O kocie, o psie. Jest to dla mnie taki trochę strumień świadomości. Sonia zapisuje wszystko co nagle pojawi się w jej głowie, wszystko o czym w danej chwili pomyśli. Znajdziemy tu wiele wspaniałych, mądrych i uroczych przemyśleń, a przede wszystkim niezwykle dojrzałych. Życie dojrzałej i spełnionej Soni Raduńskiej jest inne, już nie pochłania tomów książek, ale czyta się jedynie kilka stron dziennie, bo przyjemność sprawia mi spotkanie jakiejś myśli, obrazu albo zestawienia słów, przy którym chce mi się zatrzymać, posmakować, przeczytać jeszcze raz i nie poganiać go następnym i następnym, pozwolić mu wybrzmieć jak dzwonom w niedzielne przedpołudnie. Dajmy się ponieść refleksji i nauczmy się w spokoju myśleć i odczuwać. Solo niech będzie takim drogowskazem, dokąd iść i gdzie się na chwilę zatrzymać. Książki tej nie trzeba czytać strona po stronie, myślę, że można sobie losowo wybierać strony, nie pędzić na łeb na szyję, byle tylko zdążyć jak najszybciej przeczytać, bo wtedy nic nam z tych opowieści nie pozostanie. Sonia Raduńska nie pisze tylko o sobie, bardzo często wspomina innych ludzi: Czesława Niemena, Jacka Kuronia, Jana Pawła II.

Przez książkę się płynie czasem wolno jak po spokojnym jeziorze, czasem szybciej prawie jak po wzburzonym morzu, a czasem się stoi w miejscu i myśli.

Za dużo przedmiotów, kupowania, bycia wokół rzeczy. Za dużo pieniędzy i pochopności w ich wydawaniu. Jestem tu jedna. To, czego potrzebuję do życia, zmieściłoby się w dwóch walizkach. Reszta to rozpraszanie uwagi i zbędny balast. Wystarczy. Mniej pracować, mniej zarabiać, mniej wydawać, mniej posiadać. Częściej czuwać. Bardziej i lżej być.

I na tym zakończę. Spróbujmy bardziej być. Polecam dla wrażliwych.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Dobra Literatura

wtorek, 22 listopada 2011

Na tarasach wieżowców spotykacie parę kochanków. Panie pragną tu czułości. Panowie sobie to chwalą. Nowy Jork


Autor: Vladimir Fuka/Zdenek Mahler
Tytuł: Nowy Jork
Wydawnictwo: Bona
Liczba stron: 150



Kiedyś wspominałam, że jestem bohemistką i osobą lubiącą wszystko co czeskie. Dziś chciałbym Wam przedstawić kolejną pozycję z cyklu: co u Czechów…

Nowy Jork, miasto, które nigdy nie śpi. Wielkie jabłko. Ojczyzna jazzu. Metropolia świata. Najbardziej i jednocześnie najmniej amerykańskie miasto. Zmieścić w tej książce cały Nowy Jork jest niemożliwym. Cudem udało się w ogóle zachować ową pozycję. Trzeba wspomnieć, że książka powstała w trakcie pewnej podróży obu artystów do Ameryki. Do druku była już przygotowana w 1964 roku. Jednak nowatorski styl treści i ilustracji nie spodobał się czeskiej cenzurze. Komuniści kazali zniszczyć cały nakład. I w dodatku Fuka raczył już z Miasta Żółtego Diabła nie wracać. Ale Mahler zdążył zabrać jeden egzemplarz. Jejku, jak dobrze. Co by było, gdyby to się nie udało? Pisarz Zdenek Mahler (także znakomity scenarzysta, współautor „Amadeusza” Formana) wraz z rysownikiem Vladimirem Fuką stworzyli coś pośredniego pomiędzy przewodnikiem turystycznym, reportażem a zbiorem bajek. Opowieść pełna zdań, słów, myśli, obrazów.

Czego my tu nie mamy. Oglądamy domy, bary, ulice, reklamy, samochody, taksówki, ulice, neony, skrzynki pocztowe- wszystko co pociągało, co przyciągało do Ziemi Obiecanej. Kilka kresek i kropek układają się w znakomite ilustracje, które ukazują ówczesną wolność i energię Ameryki. "Kto widział Nowy Jork, nie ma już dokąd jechać". Fikuśne, wymyślne ilustracje doskonale współgrają z metaforycznym –czasem- językiem. Wszystko doskonale do siebie pasuje, jedno nie mogłoby istnieć bez drugiego. Mamy tutaj trochę faktów historycznych, opisów krętych ulic miasta, które nie ma środka. Jest to doskonały zbiór zachowań Amerykanów, którzy nie potrafią odpoczywać. Liczy się tylko praca. Mariusz Szczygieł powiedział, że „Wyobrażam sobie, jakie wrażenie zrobiłaby na mnie ta książka, gdybym miał 12 lat. Mam 45 i nie mogę się od niej oderwać. Wyobrażam sobie, że polskie wydanie cuda (jak inaczej nazwać tę książkę?) zatytułowanego "Nowy Jork" trafia do mnie w 1978 r., a ja zaczarowany przez rysunki i tekst czekam do pełnoletności w roku 1984 i robię wszystko, żeby wyemigrować do Ameryki. Gdyby komuniści nie przeznaczyli książki na makulaturę, gdyby jakikolwiek egzemplarz trafił do czytelników, w tym do mnie, podejrzewam, że byłbym dziś nowojorczykiem”. A Ty? Zachęcam do przeczytania i obejrzenia, a żeby Was zachęcić mały cytat:

o nowojorczykach się mówi:
że w ogóle nie są Yankees
że są jak wróble
że nigdzie nie byli, nic innego nie znają i uważają, że na wszystko wystarczy amerykańska miara…

A więc: leży na zachodzie…


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Bona.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Miłość jest...


Autor: Tomasz Kruczek
Tytuł: Miłość jest…
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza „Vocatio”
Liczba stron: 175

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.


Miłość, tak dużo o niej mówimy, a rzadko pokazujemy czym jest naprawdę. Trochę ją przegadujemy, gubimy w świecie, gdzie nie miłość, ale pieniądze są najważniejsze. Nie dajmy się zwariować. Pozwólmy w naszej duszy zagościć prawdziwej miłości. Właśnie o takiej miłości rozmawiajmy ze swoimi dziećmi, znajomymi, rodziną.

Tomasz Kruczek pedagog, muzyk, pisarz i animator kultury stworzył wspaniałą książkę, która zawiera 16 opowiadań inspirowanych „Hymnem o miłości”. Bohaterami tych opowiadań są dzieci, które także przeżywają swoje spotkania z miłością, z różnymi jej odmianami. W opowiadaniu Miłość jest cierpliwa poznajemy Janka, który nie ma zamiaru bawić się ze swoim młodszym bratem. Twierdzi, że brat ciągle przeszkadza i wszystko niszczy, no i marudzi. Jednak wszystko się zmienia kiedy spotyka się ze swoim kolegą Piotrkiem. Widzi jak on zajmuje się młodszą siostrą. Wspólnie z Zosią maluje kolorowani, potem przewija młodszego brata. Janek nie może uwierzyć, że Piotrek nie traci cierpliwości i nigdy nie ma dość. Odpowiada tylko: Przecież to moja rodzina. I jak myślicie, czy Janek będzie w końcu bawił się z młodszym bratem? Oczywiście, że tak.

To jest tylko jedno z 16 opowiadań. A kolejne także są bardzo ciekawe i bardzo proste w swoim przekazie. Nie ma tutaj niepotrzebnych słów. Styl prosty, interesujące dialogi i krótka forma w sposób naturalny opisują dzieciom ciekawe przygody, których głównym bohaterem jest miłość. Serdecznie polecam wszystkim. Tak, żeby było trochę inaczej.

Książkę otrzymałam od Oficyny Wydawniczej „Vocatio”.

niedziela, 20 listopada 2011

Właśnie z rzeczywistości rodzi się najdziwniejsza baśń w świecie.


Autor: Hans Christian Andersen
Tytuł: Baśnie
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 141


Jak pięknie jest powrócić pamięcią do lat dziecinnych. Do spacerów po lesie, do zabawy lalkami, do maków polnych, do ciepłego mleka przed snem i przede wszystkim do bajek i baśni na dobry sen. Któż nie mógł lepiej nas utulić do snu niż H.Ch. Andersen?

Piękne wydanie od razu zachęca nas do przeczytania wszystkich baśni na raz. Ale nie bądźmy tak zachłanni. Ja lubię sobie dawkować emocje, które niewątpliwie uwalniają się podczas lektury. Jak pięknie jest znów przeczytać o krasnoludkach, które mieszkają z nami w naszych domach i strzegą naszego majątku. Są takimi niewidzialnymi duchami naszej wyobraźni. A Świniopasa pamiętacie? Księżniczkę na ziarnku grochu, Brzydkie kaczątko czy Słowika każdy z nas przechowuje gdzieś w swojej pamięci. Dla ciekawskich zdradzę, że Słowik był poświęcony słynnej piosenkarce ówczesnej Europy-Jenny Lind, którą Andersen zwykł nazywać szwedzkim słowikiem.

Baśnie te są fascynującą przygodą, którą należy przeżywać cały czas. Inaczej te same baśnie działały na naszą wyobraźnię jak byliśmy mali, a inaczej teraz, kiedy dopadła nas dorosłość. Piękne, klasyczne teksty są skarbnicą uniwersalnych wartości. Pomogą na pewno zrozumieć otaczający nas świat, zachowanie ludzi, potęgę przyjaźni oraz że bogactwo nie jest najważniejsze w życiu. Andersen nie był pierwszym, który pisał baśnie. Przed nim był we Francji Charles Perrault, nie wspominając już o słynnych braciach Grimm. Oni jednak tylko spisali baśnie ludowe. Natomiast Andersen jako pierwszy wykorzystał w baśniach własne pomysły i użył do tego potocznego, pełnego humoru stylu. Większość jego utworów odwoływała się do jego bolesnych doświadczeń. Brzydkie Kaczątko opowiadające o odrzuceniu.

Pozwólmy się przenieść w świat baśniowych wizji Andersena. w świat baśni, które przyniosły autorowi niewątpliwą sławę w całej Europie. Także sama postać autora budziła zainteresowanie, ciekawość i czasami zakłopotanie. Razu pewnego Andersen odwiedził swojego przyjaciela K.Dickensa. Nie zauważył jednak, że jego nadmierna koncentracja na samym sobie i przedłużający się pobyt, denerwuje Dickensa. Wszystko niestety zakończyło się zerwaniem przyjaźni, a po wyjeździe gospodarz wywiesił taką karteczkę:

Hans Andersen spał w tym pokoju przez pięć tygodni, co dla mojej rodziny było wiecznością

Andersen był wielką indywidualnością. Miał kompleksy związane ze swoim wyglądem, bał się psów, a lękając się pogrzebania żywcem, zostawiał na stoliku nocnym kartkę: "Tylko się wydaje, że umarłem". Odsyłam więc do czytania.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Zielona Sowa. Bardzo dziękuję.

sobota, 19 listopada 2011

Czasami zwłoki się poruszają


Autor: Alex Kava
Tytuł: Kolekcjoner
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 299


Jak byś zareagowała gdybyś nagle wyłowiła lodówkę, w której znajdują się ludzkie części ciała? Zapewne widok ten mógłby nas lekko zszokować. Moje pierwsze spotkanie z amerykańską pisarką. Pierwsze i mam nadzieję, że nie ostatnie. Książka zaczyna się bardzo intrygująco, prawda? Normalnie, aż ciekawość mnie zżera, jakie mogą być kolejne książki i kolejne początki.

Wszystko w tej powieści toczy się własnym rytmem. A rytmem tym rządzi huragan nadciągający nad Florydę. Mieszkańcy przygotowują się do wielkiej katastrofy. Każdy robi wielkie zapasy żywności, wody, ludzie wykupują generatory prądu. W całym tym działaniu nie ma jednak żadnej paniki. Z czasem jednak zaczyna się ścigać agentka FBI Maggie O’Dell, która zostaje przydzielona do pracy nad sprawą tajemniczych części ciała znalezionych w lodówce. Mamy tutaj kilka wątków, które powoli łączą się całość. Niestety dość szybko możemy przewidzieć, jak zachowają się bohaterzy w danej sytuacji. Niektóre sceny były po prostu przewidywalne. Ale, co tam. Agentka musi uchronić mieszkańców Pensacoli przed szaleńcem, który morduje a następnie ćwiartuje swoje ofiary. W jakim celu to robi? Czy jest tylko psychopatycznym mordercą ,czy ma w tym jakiś cel? Tak, cel jest jasny. I autorka bez skrupułów opisuje nam problem, jakim jest handel ludzkimi organami. Podobno jeden dawca, jeśli wykorzysta się jego kości, tkanki, wiązadła, skórę, może pomóc pięćdziesięciu żywym.

Jak już wspomniałam powieść rozpoczyna się od wyłowienia lodówki przez ratowniczkę Liz z dość nietypową zawartością. Do Pensacoli przybywa agentka O’Dell, która już nie jedno widziała w swojej długoletniej pracy w FBI. Zresztą poznajemy ją jak po pewnej niebezpiecznej akcji oczyszcza się z resztek ludzkiego mózgu, który ma we włosach i oprócz tego jest ochlapana krwią. Ach, ta rutyna w pracy. W tym samym czasie Benjamin Platt, przyjaciel Maggie i przede wszystkim lekarz, także przybywa do Pensacoli. Zostaje wezwany do bazy sił powietrznych Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, gdyż w niewyjaśnionych okolicznościach umierają żołnierze, którym przeszczepiano m.in. nogi. Czy doktor Platt rozwikła zagadkę tajemniczych zgonów?

Poznajemy także tajemniczego Joego Blacka, który wynajmuje do własnych celów chłodnie należące do zakładu pogrzebowego Scotta. Kim jest Scott i jaki ma w tym udział? Czy tajemnicze zgony żołnierzy mają coś wspólnego ze sprawą, którą prowadzi Maggie? Na te i wiele innych pytań na pewno znajdziecie tutaj odpowiedzi.

Jedyne, co mnie bardzo denerwowało, to, że nie mogłam się połapać w tych wszystkich instytucjach: Agencja do Spraw Żywności i Leków, Centrum Zapobiegania i Zwalczania Chorób, Bank Tkanki Marynarki, Wojskowy Instytut Badawczy Chorób Zakaźnych Armii Stanów Zjednoczonych, Departament Bezpieczeństwa Krajowego. Trochę tego jest. I w pewnym momencie nie wiedziałam już kto do jakiego działu należy. Ale oczywiście to w żaden sposób nie utrudnia zrozumienia całości.

Sprawnie napisane dialogi doskonale wprowadzają nas w akcję. Oczekiwałam większego zaskoczenia, ale nie było tak źle. W każdym razie polecam, najlepiej po skończonym posiłku, broń Boże w trakcie.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Mira.Dziękuję bardzo.

piątek, 18 listopada 2011

Duchy przeszłości odejdą


Autor: Robyn Carr
Tytuł: Pożegnanie z przeszłością
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 268


Połyskująca, rzeka w zimowej poświacie. Przyprószone śniegiem drzewa. W oddali mały, drewniany domek. Na pierwszym planie drewniane krzesło zasypane białym puchem. Na ziemi dwa samotne liście, pozostałość po jesieni. Właśnie tak prezentuje się okładka książki R. Carr Pożegnanie z przeszłością.

Warto przenieść się w inny świat, zaczytać się w historiach tak pięknych, tak prawdziwych. Poznajemy Marcie, sekretarkę, którą los nie rozpieszczał. Jako mała dziewczynka straciła rodziców. Wychowywała ją starsza siostra. W wieku dziewiętnastu lat wyszła za mąż. Jej wybrankiem został Bobby. Zawodowy żołnierz, który służył w Iraku. Niestety powraca stamtąd w bardzo złym stanie psychicznym i fizycznym. Marcie musi być silna i z całych sił walczy o męża. Opiekuje się nim każdego dnia, spędza każdą wolną chwilę, rozmawia z nim i czyta książki. Stara się funkcjonować normalnie. Niestety po trzech latach jej mąż odchodzi. Marcie natomiast postanawia odnaleźć przyjaciela męża - Iana, który uratował go w Iraku. Chce mu za wszystko podziękować. Wyrusza swoim jasnozielonym garbusem w niezwykłą i trudną podróż. Podróż, która nie będzie łatwa. Zresztą Ian, z którym korespondowała, nagle zrywa z nią kontakt, opuszcza narzeczoną i zostawia ojca. Nikt nie wie gdzie się znajduje i jak bardzo cierpi. Nikt nie wie, jak bardzo wojna odbiła na nim swoje piętno. Marcie jest kobieta pełną optymizmu i radości wewnętrznej. Stawia sobie cele, do których uparcie dąży.
Czy Marcie odnajdzie Iana? Czy będzie potrafiła przebić się przez skorupę zobojętnienia? Czy będzie potrafiła dotrzeć do jego serca? Czy pokona jego gburowatość? Na te i wiele innych pytań, które być może teraz sobie zadajecie, na pewno znajdziecie odpowiedzi.

Styl pisarki jest niezwykle lekki. R. Carr mająca duże doświadczenie w pisaniu powieści dla kobiet i o kobietach w sposób łatwy i nieskomplikowany wprowadza nas w świat społeczności Virgin River. Interesujące przedstawienie bohaterów i ich problemów, z którymi muszą się zmagać. Barwne dialogi i opisy wspaniałych miejsc są dodatkowym atutem tej książki. Polecam serdecznie.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Mira. Dziękuję.