wtorek, 6 października 2015

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie?

No to ładnie.
Wakacje już dawno się skończyły.
Ba! Już jesień trwa, a na blogu głucho i pusto.

Powiem szczerze, że nie wiem czy wrócę do blogowania. Już trochę ten wirtualny świat mnie przeraża. Pełno blogów książkowych, filmowych czy parentingowych. Od wyboru można oszaleć.
Teraz jak się nie ma markowych ubranek dla niemowlaków i wózka za 5 tysięcy, to praktycznie się nie istnieje. Nie chcę nikogo oceniać ani krytykować, ale po prostu ten świat w Internetach mnie odstrasza.
Bardzo chciałabym zmienić wygląd bloga, jednak zupełnie nie wiem jak się za to zabrać. Może znajdzie się ktoś, kto mógłby mi pomóc? Czasem naprawdę się zastanawiam, jak udało mi się założyć bloga.
Stosy książek rosną i już nie mam ich gdzie upychać. Macie jakieś pomysły na przechowywanie?
 
Pozdrawiam
A.

środa, 17 czerwca 2015

Pasta, szczotka...,czyli jak się u nas na wsi śpiewało

...kubek dynamitu, jedna zapałka i już po krzyku
 
 
 
 
 
 
 
Autor: Pittau & Gervai
Tytuł: Zęboszczotki
Wydawnictwo: Babaryba
Liczba stron: 60

 

Lubicie myć zęby? Może inaczej powinnam sformułować pytanie, czy wasze dzieci lubią myć zęby? U nas z tym różnie bywało. Kiedy córka była młodsza, to nie trzeba było jej specjalnie do tego namawiać. Ale teraz ciągle trzeba ją przekonywać. W łazience jest chyba z dziesięć różnych szczoteczek, kubeczków a o pastach nawet nie wspominam. W każdym razie póki co ten system działa i sprawdza się. Z młodszym synkiem problemów póki co nie ma, może dlatego, że dostał ode mnie różowa szczoteczkę do zębów. Kto powiedział, że różowy jest zarezerwowany dla dziewczyn?

 

- Mamo, to świninka też myje swoje zęby?- zapytała moja córka

- Tak kochanie, świninka też musi myc swoje żeby.

 

Nie wiem, czy ta świninka przekonała tak do końca moją córkę do mycia zębów, ale jeśli tak, to dziękuje wszystkim świnionkom. Naprawdę nie wiedziałam do ostatniej chwili, co ta niepozorna książka w sobie zawiera. Znajdziemy w niej przegląd szczoteczek do zębów dla prosiaków, strażaków, dzieci, dla chorego, dla królika, dla pianisty, dla piekarza czy dla cukiernika. Wszystkie szczoteczki posiadają jakiś charakterystyczny szczegół, w zależności do kogo należą. Mamy więc szczoteczki w kształcie pianina, trąbki czy bagietki. Słowa są tutaj ograniczone, ale myślę, że nawet  bez nich książka spełniłaby swoją rolę.

 

Wydaję mi się, że jest top genialny pomysł, żeby zachęcić najmłodszych do mycia zębów. W każdym razie każdy znajdzie w niej cos dla siebie. Choćby uśmiech. Zresztą sami zobaczcie:
 







Oj, porywać się na pisanie doktoratu i to w dodatku w innym mieście nie jest łatwym zadaniem. Trzymajcie za mnie kciuki, abym wytrwała te ciężkie początki. Jeśli macie ochotę na buszowanie wśród świetnych i niebanalnych książek, to zapraszam do mojej ukochanej księgarni Motyle książkowe.



 

piątek, 22 maja 2015

W lesie same dziwy


 
 
Autor: Justyna Styszyńska
Wydawnictwo: Widnokrąg
Liczba stron: 32

 

Wiem, że dawno nie zaglądałam na bloga. Musicie mi to jednak wybaczyć. Pisanie pracy podyplomowej, kiedy wokół kręci się dwójka dzieci, nie jest zadaniem łatwym do wykonania. Nie mogłam w domu znaleźć żadnego spokojnego miejsca, a jeśli udało mi się zamknąć drzwi od pokoju, to musiałam się liczyć z ciągłym pukaniem w drzwi. W każdym razie studia zakończone i zabawę kontynuujemy dalej. Zaszaleję, a co! Zaproponowano mi pisanie doktoratu, więc postanowiłam się zgodzić. Wiem, że jest to szaleństwo, ale cieszę, że będę mogła wykorzystać swoją wiedzę i pasję. Na zakończenie studiów mój profesor powiedział bardzo mądre zdanie: Nie ma nic wspanialszego jeśli w pracach, które się czyta jest serce i rozum. Nie ma nic gorszego jeśli jest jedynie serce albo rozum. Wydaje mi się, że chyba we wszystkim musi być mieszanka serca i rozumu. Życzę sobie powodzenia w pisaniu doktoratu i już na początku lipca wyjeżdżam na kilka dni do Czech w związku z tematem mojej pracy.



 

A dziś zachęcam was do przeczytania najnowszej książki z Wydawnictwa Widnokrąg. My, rodzina leśników uwielbiamy las, a przede wszystkim wszystkie zwierzaki i te duże i te małe. Ślimaki zbieramy z córką codziennie. Pewnego dnia rozpierzchły się po całym domu. Dwa zawędrowały na lodówkę a kolejne dwa na łóżeczko Adamsa. Całe szczęście, że synek ich nie połknął. Jeden ślimak zaszalał jeszcze bardziej i wdrapał się na sufit. A co znajdziemy w książce? Na stronach przeczytamy krótko o najczęściej spotykanych leśnych zwierzętach- o sowie, rysiu, dziku, jeleniu, borsuku. Oprócz tego dzieciaki mogą sobie stworzyć własnego zwierzaka z naklejek, które znajdują się na końcu książki. Zwierzaki cudaki: borsuko-lis może wyglądać naprawdę interesująco. Moje dziecko tworzy ostatnimi czasy takie szalone zwierzaki.

 

Niewielkich rozmiarów książeczka odrywa przed dziećmi i rodzicami świat leśnych zwierząt. Doskonale zilustrowana zaprasza do poznawania i poszukiwania, do tworzenia. Polecam wszystkim.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

takie tam

Szukam świata
w którym jedna jaskółka
czyni wiosnę
gdzie szewc
chodzi w butach
gdzie jak cię widzą
to dzień dobry
szukam świata
w którym
człowiek człowiekowi
człowiekiem
 
/Jarosław Borszewicz/

czwartek, 16 kwietnia 2015

Wiosna, wiosna. Wiosna ach to ty!


 
 
 
 
Autor: Blexbolex
Tłumacz: Anna Topczewska
Tytuł: Ballada
Wydawnictwo: Wytwórnia
Liczba stron: 280

 

Tak zaskakującej książki dawno u mnie nie było. Kiedy mąż otworzył Balladę od razu się zapytał, skąd to mam. I jak to on, musiał swoje trzy grosze wtrącić:

 

-No nie, mamy w domu książkę, na której zapisane jest jedno słowo? Różne mamy w swoim zbiorze, ale ta przeszła wszystkie.

 

Uwagi mojego męża może nie zawsze są odkrywcze i wysokich lotów. Czasem jednak potrafi dostrzec w książce, coś czego ja nie widzę. Tym razem nie udało mu się mnie zaskoczyć. Wiosna za oknami, a my mimo wszystko czytamy jeszcze więcej. Już nie panuję nad książkami. Też tak macie? Czy tylko ja jakaś nieogarnięta jestem? Ballada to książka dla dzieci i rodziców z wyobraźnią. Bez niej nawet nie otwierajcie pierwszych stron.

 

To historia, którą mogę tworzyć wszyscy. Każdy dopowiada dalszą część, oczywiście nie możemy pominąć tego, co już zostało opowiedziane. Warto na samym początku uświadomić sobie, czym jest właściwie ballada. We wstępie czytamy: ballada to stara pieśń. To historia, którą opowiada kilka osób po kolei: każdy dodaje coś od siebie, ale nie pomija nic z tego, co już zostało opowiedziane. Wiemy już skąd się wziął pomysł na książkę, w której autor właściwie bawi się formą ballady. Narracja jest ograniczona do minimum i jedyna wskazówką dla nas są podpisy i ilustracje. Brnąc dalej i dalej, uświadamiamy sobie, że świat, w którym żyjemy jest ogromny i ciężko zrozumieć i poznać go dokładnie. Ba! Świat, w którym żyjemy jest magiczny i tajemniczy. Czytamy: szkoła, droga, dom, policja, nieznajomy, wypadek, omen, defilada, żołnierz, skrzat, czarownica, zaklęcie… Z każdą chwilą świat rośnie na naszych oczach, przekracza wszelkie granice. Najlepsze, że każdego dnia nasza historia może wyglądać zupełnie inaczej. Wciąż na nowo możemy zaczynać opowiadać.
 
 
 
 
 
 
 
 

 
Zachęcam do tworzenia i ciekawa jestem Waszych wrażeń.

 

 

Ostatnio trochę mnie mniej, bo jakby tu napisać, żeby zbytnio się nie przechwalać… Hm… Tak że tego…doktorat zaczynam pisać, prawie…

czwartek, 2 kwietnia 2015

Niekalendarz i niby-życzenia od niby-blogerki.


 
 
Autor: Wojciech Widłak
Ilustracje: Paweł Pawlak
Tytuł: Niekalendarz.
Wydawnictwo: Czerwony Konik
Liczba stron: 128

 

Tak, wiem że nie pisałam, ale ostatnio u mnie gorący okres (dziwna zbitka językowa). Przez tydzień byłam u brata w Edynburgu (niebawem zdjęcia), teraz trwają przygotowania do świąt, a oprócz tego muszę w końcu napisać pracę podyplomową. Nie wiem skąd mam wziąć czas na to wszystko, tym bardziej, że dwójka dzieci nie za bardzo kuma, że mama musi cos pisać na komputerze. Chyba będę musiała wynająć pokój nad morzem na jakiś weekend i naskrobać coś w miarę ciekawego. W każdym razie ważne, że temat pracy już mam wymyślony, a to połowa sukcesu. Dobra tyle o mojej prywatności. Dziś chciałabym Wam pokazać, jak bardzo można być zakręconym i obdarzonym niezwykłą wyobraźnią. Bo kto, pytam się kto, może stworzyć coś takiego? Nie jest to książka, ani kalendarz, ani notes. Sami zobaczcie i oceńcie, bo nie chciałabym nikomu niczego narzucać.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Kiedy Niekalendarz  trafił w moje ręce, to bardzo się ucieszyłam, że w końcu będę miała coś na swojej notatki. Każdego roku mam postanowienie, żeby notować w jednym miejscu. Niestety nie wychodzi mi to w ogóle, bo zapominam, że miałam notować. Jednak po pierwszym przejrzeniu niby-kalendarza miałam mętlik w głowie. Co to jest? Zadawałam sobie to pytanie w głowie, robiąc jednocześnie dość głupia minę. Powiem Wam jedno, nic nie jest tu normalne i prawdziwe. Abstrakcja i totalne szaleństwo autora i ilustratora potrafią wprowadzić czytelników w swego rodzaju odrętwienie. Zaczynamy się zastanawiać, co jest prawdą, a co jedynie wymysłem. Można powiedzieć, że książka ta służy do czytania i rozwiązywania zadań, czasami bardzo twórczych. Jeśli więc wybieracie się w daleka podróż lub w najbliższym czasie będziecie na nudnym spotkaniu, to warto zabrać ze sobą Niekalendarz.

Już na pierwszych stronach znajdziecie na przykład skrócony kalendarz na wybrane lata. A co, nie można roku potraktować wybiórczo? Strony zapisane są takimi ciekawostkami, że aż trudno uwierzyć, że ktoś wpadł na taki pomysł. Dzienne zapotrzebowanie na majonez, naczelne organy władzy i administracji Republiki Majonezji, mapa sieci internetowej Polski, a nawet linki do ważnych serwisów. Całe szczęście, że podział na miesiące jest kompletny. W ramach danego miesiąca znajdziemy po bokach stron motto tygodnia. Jedno z moich ulubionych to: Każdy świat ma dwa końce. Oprócz tego szereg zabaw literackich albo praktycznych porad może nas rozbawić do łez. Uwaga pytanie. Do czego nie służy mydło? Do prowadzenia sklepu typu 1001 drobiazgów. Normalnych imion w kalendarzu tez nie znajdziecie. Imieniny Bazaltara, Granita, Marmura, Placka, Kalafiora, Rabarbara, Tatarzyny, Wandala, Smarkadiusza, Golfganga, Chrapolda, Żeroniki. Na nudę nie macie co narzekać. W między czasie możecie znaleźć sporo rozrywek umysłowych. Kto wie, może wam się uda odnaleźć drogę odkrywczych myśli w głowie profesora Kurzawki? Wpis 20 kwietnia mnie rozbawił najbardziej: 20 kwietnia 1922 znakomity wynalazca Thomas Alva Edison wymyśla teściowej. Na każdej stronie same kwiatki.
 
 
 
 
 


Rewelacyjna pozycja w sumie dla każdego domownika, jednak chyba dla dorosłego domownika, która cos o tym świecie już wie. Ilustracje Pawła Polaka zaskakują kreatywnością i świeżością. Jeśli będziecie chcieli nauczyć się obcego języka np.: nepalskiego, to rozmówki zamieszczone w kalendarzu na pewno Wam pomogą. Zachęcam do czytania.
 
Moi drodzy czytelnicy, życzę Wam wszystkiego co najpiękniejsze z okazji Świąt Wielkiej Nocy. Uśmiechów, radości i samych cudownych wspomnień na stare lata.

piątek, 20 marca 2015

Zaćmienie słońca z profesorem Astrokotem


 
 
Autor: Dominic Walliman
Ilustracje: Ben Newman
Wydawnictwo: Entliczek
Liczba stron: 64

 

To zaskakujące, że doktor fizyki i utalentowany ilustrator potrafią stworzyć książkę tak doskonałą, tak zachwycającą. No jak? Się pytam. Książka dopracowana pod każdym względem. Czyta się ją wyśmienicie. A zaćmienie słońca widzieliście? Żałuję, że nie zostałam w Edynburgu, bo tam zaćmienie obejmowało  ponad 90 %. To teraz czekamy na całkowite zaćmienie słońca za jakieś sto lat. Może doczekam? A teraz zachęcam do lektury, choć piękna pogoda zaprasza nas na zewnątrz.
 
 
 
 
 
 

 

Jeśli spodziewacie się, że książka to jakieś historyjki o przygodach kota w kosmosie, to możecie się trochę pomylić. W latach szkolnych nie przepadałam za geografią. Wszystko jednak się zmieniło i zdawałam z geografii maturę. Pamiętam, że uwielbiałam tematy związane z astronomią. Zaczęłam się zaczytywać w podręcznikach akademickich, specjalistycznych czasopismach. Ba! Nawet zbudowałam sama ( no może z pomocą brata) taki niby teleskop. Niestety nie przetrwał do dziś w całości. Ale po przeczytaniu tej książki poczułam dziwne ukłucie w sercu a w głowie zaświtała myśl, że może warto wrócić do astronomii i Wszechświata? Po całym tym wszechświecie będzie was prowadził najmądrzejszy kto pod słońcem. Znakomity naukowiec i opowiadacz. Profesor Astrokot swoją przygodę rozpoczyna od budowy wszechświata, Układu Słonecznego, gwiazd, galaktyk, a kończy na wyobrażeniach o kosmitach. Dowiecie się jak wygląda strój astronauty i czym tak naprawdę się żywią. Czy można zobaczyć czarna dziurę? Czy Jowisz rzeczywiście przypomina arbuza?
 
 
 
 
 
 

 

Genialna książka, w której ilustracje doskonale są wkomponowane w tekst. Tworzą zgrana całość. Nie ma co się rozpływać nad ta pozycją. Musicie ją mieć w swoich rękach i sami się przekonacie. Pozdrawiam.