wtorek, 19 marca 2013

Co by było gdybym...





Autor: Ingelin Angerborn
Tytuł: Gdybym nie powiedziała prawdy
Ilustracje: Magda Chodorkowska
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 121
Moja ocena: 5/5

 
To już trzecia książka o dziewczynce Tildzie, którą zawsze spotykają niespodziewane przygody. Do tego jak się ma jeszcze bujną wyobraźnię, to kłopoty lub pewne nieporozumienia  są bardzo prawdopodobne. Przygotujcie sobie słodka herbatę z sokiem malinowym, usiądźcie wygodnie w fotelu i dajcie się ponieść wyobraźni i słowom.
Gdybym nie powiedziała prawdy, nic by się nie wydarzyło. Nie utknęłabym na balkonie Axla, nie zapodziałabym Kilimandżaro, nie pomyliłabym łazienek i nie wsadziła łokcia w kupę słonia… ale przede wszystkim nie zdobyłabym głównej nagrody! Sami przyznacie, że historia zaczyna się bardzo interesująco. Choć zdaje sobie sprawę, że brzmi to wszystko dość dziwnie. Tilda myślała, że wszystko tak jej się komplikuje, bo nie zawsze mówiła prawdę. Jeśli raz się skłamie, to trzeba brnąć w dalsze kłamstwa i tak bez końca. Dlatego Tilda postanowiła mówić tylko prawdę. Jednak mówienie prawdy wcale, aż tak bardzo nie pomaga, bo stale coś się naszej bohaterce przytrafia. Tilda wraz z mamą i jej nowym chłopakiem Tomasem, przeprowadziła się do nowego domu. A jak to się stało, że chłopak Tildy, Axel, dowiedział się całej prawdy o jej prawdziwym ojcu? Kiedyś Tildzie powiedziało się przypadkiem, że jej ojciec jest astronautą, a w rzeczywistości był świszczypałą, który zajmuje się wszystkim po trochu, na co mu akurat przyjdzie ochota. A właśnie przyszłą mu ochota na podróż do Afryki i zdobycie Kilimandżaro. Jednak Tilda nikomu o tym nie mówiła, bo podejrzewała, że nikt jej nie uwierzy. Jednak Tilda obiecała sobie, że będzie mówiła całą prawdę, więc przyznała się, że jej tata nie jest astronautą. I jak myślicie, jak Axel zareagował na te słowa? Otóż, zezłościł się bardzo i oświadczył, że nie będzie chodził z dziewczyną, która ciągle kłamie. A potem wszystko zaczęło się jeszcze bardziej komplikować. A co dokładnie się stało i jakim cudem Tilda pomyliła łazienki? Musicie przeczytać i dowiedzieć się zakończenia.
 
 
 
 
Kolejna znakomita propozycja Zakamarków, która rozśmiesza i bawi każdego czytelnika. Interesujący bohaterowie i wartka akcja sprawiają, że książkę czyta się bardzo szybko. Polecam

piątek, 15 marca 2013

Za chwilkę





Tytuł: Pospiesz się, Albercie

Autor: Gunilla Bergstrom
Ilustracje: Gunilla Bergstrom
Wydawnictwo: Zakamarki
Liczba stron: 28
Rok wydania: 2012
Wiek: dla dzieci 4-6 lat



Macie ochotę na wspaniałą przygodę? Chcielibyście poznać małego, czteroletniego chłopca? Z czystą przyjemnością chciałabym Was zachęcić do przeczytania tej krótkiej opowieści, która już dawno zyskała sławę i popularność na całym świecie. Na podstawie książek o Albercie powstały liczne spektakle teatralne i filmy animowane. Gunilla Bergstrom pochodzi ze Szwecji i od lat 70-tych napisała i zilustrowała ponad czterdzieści książek, z których większość opowiada o kilkuletnim Albercie i jego tacie. Dzięki Wydawnictwu Zakamarki książki pojawiły się na polskim rynku wydawniczym. Bardzo się cieszę z tego powodu i jednocześnie zachęcam do czytania i upiększania swojego małego świata.





Poranek dla każdego dziecka jest ciężki. Najpierw trzeba wstać, zjeść śniadanie i zrobić po drodze jeszcze mnóstwo innych rzeczy. Albert wstał rano ochoczo i zaczął od ubrania się w ciepły sweter. Z kuchni wciąż wołał go tata na śniadanie. Albert odpowiadał, tak, tylko jeszcze… Musiał ubrać swoją lalkę, a przy okazji znalazł kółko od mercedesa. Nie miał więc wyboru i tylko jeszcze założył koło i zaparkował samochód na półce. Znalazł tam przypadkiem swoją nową książkę o zwierzętach. Nie mógł się powstrzymać i obejrzał stronę z wężami. A z kuchni wciąż słychać było nawoływanie taty. Tato, jeszcze tylko… Albert musiał skleić stronę w swojej książce, a przy tym nieopatrznie zaplątał się w taśmę. Albert już miał schodzić, kiedy przypomniał sobie, że przyniesie tacie gazetę. Udało mu się w końcu dotrzeć na śniadanie. Jeśli tylko chciał potrafił być bardzo szybki. I szybko zjeść kaszkę, odstawić miskę do zlewu, umyć zęby, spakować worek do przedszkola, założyć kurtkę. Punkt siódma był gotowy do wyjścia. Tylko gdzie się podział tata? Jesteście ciekawi, co ważnego zatrzymało tatę? Musicie przeczytać.




Mądra i prosta historia o codziennym życiu małego chłopca. Historia podobna do wielu historii znanych z naszego życia. W Albercie dzieci odnajdą i rozpoznają swoje zachowania i emocje. Ilustracje doskonale oddają treść całej książki i stwarzają specyficzny klimat rodzinnego ciepła. Polecam.

środa, 13 marca 2013

Jedziemy na wycieczkę, bierzemy misia w teczkę






Autor: Praca zbiorowa
Tytuł: Polska z dzieckiem. Rodzinny przewodnik
Wydawnictwo:  Bezdroża
Liczba stron: 388



Recenzja tego przewodnika powinna ukazać się tuż przed wakacjami. Niestety wtedy nie miałam czasu i odkładałam go na bok. I teraz żałuję, bo przewodnik jest naprawdę doskonały i rzeczywiście sprawdza się w praktyce.

Jeśli chcemy zaplanować urlop lub wycieczkę, tak żeby pokazać dzieciom piękne krajobrazy, zaprowadzić do niezwykłego muzeum, zobaczyć dinozaura, poobserwować dzikie zwierzęta, to ten przewodnik na pewno spełni swoją rolę. Przewodnik pomaga w wybraniu odpowiedniego miejsca dla dzieci w każdym wieku. Opisano w nim nie tylko atrakcje, które stworzono z myślą o dzieciach. Pojawiają się tutaj również opisy miejsc, obiektów czy wycieczek, które także spodobają się rodzicom. Musimy pamiętać, że jest to zbiór bardzo subiektywny i tak naprawdę od nas zależy, co wybierzemy dla naszego dziecka.

Znajdziemy  tutajinformacje, jak wybierać noclegi dla dzieci, ubezpieczenia. Także jak zadbać o zdrowie w czasie podróży. Jak radzić sobie z odwodnieniem czy zatruciem pokarmowym. W pierwszym rozdziale autorzy zapraszają do Warszawy i okolic. Stolicę Polski zawsze warto pokazać dziecku. Możecie przeczytać słynną legendę o Bazyliszku, który wyglądem przypominał koguta lub indyka z wężowym ogonem i oczyma żaby, których spojrzenie zabijało śmiałków zapuszczających się po skarby. A Warszawie zobaczyć trzeba słynne Łazienki, Pałac Prezydencki, plac trzech Krzyży czy pałac Czapskich. Okolice Warszawy, to przede wszystkim Wilanów, Czersk, Liw, Modlin czy Żelazowa Wola.

Drugi rozdział prezentuje atrakcje Łodzi i okolic, kolejny Górnego Śląska i Opolszczyzny. Dalej mamy Małopolskę, Wielkopolskę, Wrocław i okolice, Szczecin i okolice, Trójmiasto i Kaszuby, Warmię i Mazury, Beskidy, Tatry. Wiele ciekawych miejsc. Wszystko podane prostych zdaniach informujących. Bardzo podobały mi się wszelkie wstawki literackie, czyli przede wszystkim słynne baśnie i legendy związane z niektórymi miejscami. Szukacie idealnego przewodnika? To zapewniam, że ten jest odpowiedni. Polecam.

wtorek, 12 marca 2013

Daleko jeszcze?







Autor: Anna - Clara Tidholm
Tytuły: Gdzie idziemy? Jest tam kto? Wymyśl coś! A dlaczego?
Ilustracje: Anna - Clara Tidholm
Liczba stron: 28
Rok wydania: 2009, 2013
Wiek: 0+
Moja ocena: 5/5



To że Szwedzi znają się doskonale na literaturze dziecięcej, wie chyba każdy, kto choć raz trzymał w rękach jedną z książek Wydawnictwa Zakamarki. Nie ma tutaj, co prawda finezji, ale jest prosty tekst i ilustracje, które zawsze zachwycają. Tym razem chciałabym wam polecić serię dla najmłodszych czytelników, dla których ilustracje są najważniejsze i przekazują najwięcej treści.

Wszystkie książeczki są napisane podobnym, prostym językiem. Nie ma tutaj wyszukanych słów. Jedynie proste podpisy, wręcz sztywne i szablonowe. Kiedy wybieramy się na wycieczkę, to ubieramy kurtkę i kalosze i wychodzimy. Po drodze mijamy cztery psy. Co chwilę należy się zatrzymywać, żeby spojrzeć w jedną i drugą stronę. Kręta droga ciągnie się nieskończoność. Idąc dalej spotkamy kaczki i misia w żaglówce, dzieci jedzące lody czy samochody, które wyglądają jak krokodyle. Kiedy tylko się ściemni należy wrócić do domu. W kolejnej części pójdziemy w odwiedziny. Będziemy pukać w niebieskie drzwi, a za drzwiami? Poznacie małego Kajtka. Jednak jeśli pójdziecie dalej, to napotkacie czerwone drzwi, a za nimi rodzinę królików. Będą jeszcze zielone, żółte, białe i niebieskie drzwi, a co za nimi znajdziecie? Niech to pozostanie niespodzianką. Co można robić z dziećmi w czasie deszczu, kiedy za oknem szaro i zimno? Można na przykład poskakać po klockach, upiec pyszne ciasto, zbudować wieżę aż do chmur. Jakie jest najczęstsze pytanie, które możemy usłyszeć od małych dzieci? Oczywiście, dlaczego. Niekończące się pytania, dlaczego świeci słońce, dlaczego lata ptak, dlaczego jedzie pan, dlaczego szczeka pies, dlaczego pada deszcz.

Krótkie i bardzo proste historie na pewno spotkają się z pozytywnym odbiorem wśród maluchów. Mogą śledzić losy bohaterów lub stać się nimi i zwiedzać wielki świat. Ilustracje dokładnie współgrają z napisami, niczym w zagranicznym filmie, który oglądamy w kinie. Ilustracje bardzo dosłowne, ale wprowadzają chwilami nutkę zaciekawienia i tajemniczości. Nie wiemy na przykład, co znajduje się za różnokolorowymi drzwiami. Forma książki jest dopasowana do małych rączek: twarde i sztywne strony przetrwają niejedno pokolenie. Polecam na zimowe smutki.

poniedziałek, 11 marca 2013

Bo z dziewczynami...




Autor: Irena Matuszkiewicz
Tytuł: Dziewczyny do wynajęcia.

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: 125mm x 195mm
Liczba stron: 408



Powiem szczerze, że nie wiedziałam czego dokładnie mogę się spodziewać po tej książce. Nie dość, że to moje pierwsze spotkanie z autorką, więc nie wiedziałam, czy styl pisania przypadnie mi do gustu. Czytam polską literaturę i dopinguję wszystkim polskim autorom. Cieszę się ogromnie, kiedy stawiają swoje pierwsze, drugie i trzecie kroki w świecie literatury, który dla nas, moli książkowych, jest światem potrzebnym niczym codzienny chleb. Powiem szczerze, że po przeczytaniu opisu na tylnej okładce, spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Myślałam, że książka będzie bardziej oscylowała wokół kryminału niż powieści obyczajowej, ale mimo wszystko historia mnie wciągnęła. Irena Matuszkiewicz jest z wykształcenia filologiem i długie lata pracowała jako dziennikarka. Jej powieści doskonale opisują współczesne społeczeństwo. Niech was nie zwiedzie tytuł książki. Mam nadzieje, że spędzicie miło czas.

Główną bohaterką jest Zuzanna, która jest nauczycielka języka polskiego. Oprócz tego samotnie wychowuje syna. Jednak ma mężczyznę u swojego boku i wydaje jej się, że wszystko może się ułożyć. Zuzanna jest osobą obdarzoną niezwykłym temperamentem i ciętym językiem co nie raz wpędza ją w kłopoty. Kiedy nagle musi zamieszkać w mieszkaniu swojej przyrodniej siostry, nic juz nie jest takie jak przedtem. Weronika jest osoba zupełnie inną niż Zuzanna. Jak dla mnie bohaterka nie za bardzo pasuje mi do całości. Niby wokół niej rozwijają się i tworzą kolejne wątki, ale sama Weronika niewiele mówi. Z początku myślałam, że chce wpędzić Zuzannę w jakieś kłopoty. Po części się to sprawdza, bo będziemy mieli w książce ciekawe i mrożące krew w żyłach sytuacje. Nie zabraknie miłości, romansów, tajemnicy, a nawet rozmów z pewnym pieskiem.

Książka dobrze skonstruowana, choć wydaje mi się, że chwilami przejścia z jednego wątku na drugi nie były zbyt płynne. Bardzo spodobało mi się, że autorka dość wnikliwie przedstawiła na kartach powieści życie codzienne ludzi około trzydziestki. Problemy miłosne, związane z pracą czy problemy związane z zaciągnięciem kredytu. Oczywiście przypadła mi do gustu także praca Zuzanny. Lubię czytać o nauczycielach z różnych punktów widzenia. Zawsze jestem ciekawa, w jaki sposób autor podejdzie do tematu. Matuszkiewicz przedstawiła zdroworozsądkowo cały ten wątek i bardzo jej za to dziękuję. Jeśli chcecie spędzić miłe popołudnie, to zachęcam do lektury.



Książkę  Dziewczyny do wynajęcia otrzymałam z księgarni Dobre książki.

czwartek, 7 marca 2013

Wyniki konkursu!!!

W końcu mi się udało znaleźć wolną chwilę.
Ogłaszam wyniki konkursu. Żadnych zdjęć niestety nie robiłam, więc musicie mi zaufać.

Książka "Zakręty losu" powędruje do- MAMICZKI
"Mistrz" natomiast wpadnie w łapki- KasikO

Proszę o jak najszybsze przesłanie swoich adresów na mój e-mail: uam20@wp.pl

Gratuluję zwycięzcom i dziekuje wszystkim za udział. Niebawem kolejny konkurs.

środa, 6 marca 2013

Zabawy z literaturą w tle

Kręta droga, niezwykłe przygody, nietypowi bohaterowie i wyobraźnia, która doprowadza czytelników do granicy ... czarnej dziury. Tylko od nas zależy czy ją ominiemy, czy tak jak Alicja z Krainy Czarów wpadniemy w nią, by znaleźć się w świecie rysowanej obrazami naszej wyobraźni i fantazji.


– Czy nie mógłby pan mnie poinformować, którędy powinnam pójść? – mówiła dalej.

– To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść – odparł Kot-Dziwak.

– Właściwie wszystko mi jedno.

– W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz.

– Chciałabym tylko dostać się dokądś – dodała Alicja w formie wyjaśnienia.

– Ach, na pewno tam się dostaniesz, jeśli tylko będziesz szła dość długo.

Wniosek: wysatrczy dokądś iść, a na pewno dojdziemy tam gdzie chcemy. Pamiętacie jeszcze przygody małej i dość samolubnej dziewczynki Alicji? Nie wiem dlaczego, ale często wracam do tej książki i staram się spojrzeć na nią z innego punktu. Jednak wciąż historia Alicji jest dla mnie labiryntem, do którego wchodzę z nadzieją, że będę potrafiła z niego wyjść. Niestety zawsze gdzieś zbłądzę, obiorę inną trasę. I siedzę w tym labiryncie, jak w matni i zastanawiam się, czy kiedyś uda mi się sztuka powrotu z Krainy Czarów? Może po prostu nie chcę stąd wychodzić?



Dobra juz kończę te moje przemyślenia, żeby Was nie zanudzać. Post przecież, jak sugeruje tytuł, miał o literaturze traktować jedynie troszeczkę. Oprócz książek, na punkcie których tracę zmysły, uwielbiam dziecięce zabawki. Nigdy nie myślałam, że świat zabawek jest taki...taki... bogaty i rozwinięty. Kiedyś wystarczyło kilka starych kapsli, biała kreda albo worek kasztanów i dobra zabawa gwarantowana. Teraz niektórzy rodzice obsypują dzieci badziewnymi zabawkami, których obsługa ogranicza się do wciskania kolorowego przycisku. Na samą myśl o tych dziwnie brzmiących słów wypowiadanych z dziwnie brzmiącym polsko-chińskim akcentem. Na samą myśl aż mnie dreszcze przechodzą. Staram się być świadomym rodzicem i wybieram zabawki, które przede wszystkim są bezpieczne dla dziecka, wykonane z materiałów ekologicznych, recyklingowych. Oczywiście muszą rozwijać dziecięcą wyobraźnię, czyli zabawki, które wymagają aktywności dziecka, które nie ogranicza się tylko do wybrania przycisku. Muszą to być zabawki pełne magii, wspaniałych kolorów, które nie są krzykliwe i rażące i nie wymagają od nas wkładania okularów ochronnych. Pomysł!!!! Producent takich zabawek musi mieć pomysł, który potrafi w 100 % zrealizować. Precyzja, dokładność wykonania, niebanalna grafika, odpowiedni dobór kolorów to są moje podstawowe zasady, którymi kieruję się podczas kupowania zabawek dla córki. Jeszcze kiedyś nie wiedziałam nawet, że tacy producenci rzeczywiście istnieją. Myślałam, że wszyscy pochowali się w króliczych norach. Jednak teraz coraz więcej producentów dociera do nas (do Polski) zza zachodniej granicy. Możemy więc pograć w memo z francuską firmą Djeco, która dosłownie podbiła moje serce.



Jednak dziś chciałabym Was zapoznać z kolejną francuską firmą, która powolutku mości sobie miejsce w Polsce. Jejku, jak dobrze, że do nas dotarli! Mam tu na myśli firmę Mon Petit Art. I jak nazwa wskazuje jest to miejsce dla prawdziwych artystów. Z zestawami kreatywnymi Wasze dzieci z łatwością stworzą scenografię zamku, teatru, karuzeli, ogrodu czy cukierkowego miasta. Wystarczy tylko puścić wodze fantazji i pobawić się w małego konstruktora. Dziecko będzie doskonaliło swój hmm... gust artystyczny, a także nauczy się odpowiedni dobierać kolory lub będzie tworzyło własne palety barw i odcieni. Mon Petit Art proponuje także dla dzieci bajkowe notesy, naklejki (jejuńciu!!! niektóre zestawy zawierają ich aż 600!), panele – klocki, zakładki, mozaiki magnetyczne oraz różnego rodzaju zestawy kreatywne do tworzenia np: modelek, galerii Robotów.



Ostatnio ogarnęła mnie MEMOmania. Istny szał. Szukam, wybieram, przebieram, kupuję, gram. I w tym szale trafił do mnie cudowny zestaw kartonowych kwadracików od Mon Petit Art. Motywem przewodnim jest właśnie Alicja z Krainy Czarów. Kolorowe kartoniki zachwycają stonowanymi kolorami i niezwykłą dbałością o detale. Każdy kartonik można oglądać i wyszukiwać interesujących motywów, znaczeń. Jeśli macie ochotę podążyć za białym królikiem, to zachęcam Was bardzo serdecznie do kupienia takiego zestawu, w którym literatura przeplata się ze wspaniałą zabawą. zasady memo chyba każdy z nas zna, więc nie muszę objaśniać, na czym polega. Dla mnie dla córki te przepiękne kwadraciki, to tak naprawdę swego rodzaju bodziec, który pobudza naszą wyobraźnię i zmysły i podświadomie sprawia, że zaczynamy coraz więcej myśleć o Alicji, Zającu, Kapeluszniku, Królowej, która ścinała głowy, Trili Bom i Trili Bim, Gąsienicy, Gryfie... Postacie z obrazków wskakują do naszych głów, a potem niespodziewanie pojawiają się w snach. W pewnym momencie nie wiem, czy nadal śnię czy tylko usilnie próbuję sobie przypomnieć, gdzie schował się Kot z Cheshire? Zresztą sami zobaczcie, jak wszystko doskonale się komponuje:

















A tych bardziej ciekawskich odsyłam do obejrzenia krótkiego filmiku:



Wyłącznym dystrybutorem marki Mon Petit Art w Polsce jest firma  Mokopico. Wszystkie zestawy i jeszcze wiele, wiele więcej możecie natomiast kupić w sklepie, którym z miłą chęcią bym zamieszkała- Eduleon


I jak? I jak? Podoba się Wam?