czwartek, 7 marca 2013

Wyniki konkursu!!!

W końcu mi się udało znaleźć wolną chwilę.
Ogłaszam wyniki konkursu. Żadnych zdjęć niestety nie robiłam, więc musicie mi zaufać.

Książka "Zakręty losu" powędruje do- MAMICZKI
"Mistrz" natomiast wpadnie w łapki- KasikO

Proszę o jak najszybsze przesłanie swoich adresów na mój e-mail: uam20@wp.pl

Gratuluję zwycięzcom i dziekuje wszystkim za udział. Niebawem kolejny konkurs.

środa, 6 marca 2013

Zabawy z literaturą w tle

Kręta droga, niezwykłe przygody, nietypowi bohaterowie i wyobraźnia, która doprowadza czytelników do granicy ... czarnej dziury. Tylko od nas zależy czy ją ominiemy, czy tak jak Alicja z Krainy Czarów wpadniemy w nią, by znaleźć się w świecie rysowanej obrazami naszej wyobraźni i fantazji.


– Czy nie mógłby pan mnie poinformować, którędy powinnam pójść? – mówiła dalej.

– To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść – odparł Kot-Dziwak.

– Właściwie wszystko mi jedno.

– W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz.

– Chciałabym tylko dostać się dokądś – dodała Alicja w formie wyjaśnienia.

– Ach, na pewno tam się dostaniesz, jeśli tylko będziesz szła dość długo.

Wniosek: wysatrczy dokądś iść, a na pewno dojdziemy tam gdzie chcemy. Pamiętacie jeszcze przygody małej i dość samolubnej dziewczynki Alicji? Nie wiem dlaczego, ale często wracam do tej książki i staram się spojrzeć na nią z innego punktu. Jednak wciąż historia Alicji jest dla mnie labiryntem, do którego wchodzę z nadzieją, że będę potrafiła z niego wyjść. Niestety zawsze gdzieś zbłądzę, obiorę inną trasę. I siedzę w tym labiryncie, jak w matni i zastanawiam się, czy kiedyś uda mi się sztuka powrotu z Krainy Czarów? Może po prostu nie chcę stąd wychodzić?



Dobra juz kończę te moje przemyślenia, żeby Was nie zanudzać. Post przecież, jak sugeruje tytuł, miał o literaturze traktować jedynie troszeczkę. Oprócz książek, na punkcie których tracę zmysły, uwielbiam dziecięce zabawki. Nigdy nie myślałam, że świat zabawek jest taki...taki... bogaty i rozwinięty. Kiedyś wystarczyło kilka starych kapsli, biała kreda albo worek kasztanów i dobra zabawa gwarantowana. Teraz niektórzy rodzice obsypują dzieci badziewnymi zabawkami, których obsługa ogranicza się do wciskania kolorowego przycisku. Na samą myśl o tych dziwnie brzmiących słów wypowiadanych z dziwnie brzmiącym polsko-chińskim akcentem. Na samą myśl aż mnie dreszcze przechodzą. Staram się być świadomym rodzicem i wybieram zabawki, które przede wszystkim są bezpieczne dla dziecka, wykonane z materiałów ekologicznych, recyklingowych. Oczywiście muszą rozwijać dziecięcą wyobraźnię, czyli zabawki, które wymagają aktywności dziecka, które nie ogranicza się tylko do wybrania przycisku. Muszą to być zabawki pełne magii, wspaniałych kolorów, które nie są krzykliwe i rażące i nie wymagają od nas wkładania okularów ochronnych. Pomysł!!!! Producent takich zabawek musi mieć pomysł, który potrafi w 100 % zrealizować. Precyzja, dokładność wykonania, niebanalna grafika, odpowiedni dobór kolorów to są moje podstawowe zasady, którymi kieruję się podczas kupowania zabawek dla córki. Jeszcze kiedyś nie wiedziałam nawet, że tacy producenci rzeczywiście istnieją. Myślałam, że wszyscy pochowali się w króliczych norach. Jednak teraz coraz więcej producentów dociera do nas (do Polski) zza zachodniej granicy. Możemy więc pograć w memo z francuską firmą Djeco, która dosłownie podbiła moje serce.



Jednak dziś chciałabym Was zapoznać z kolejną francuską firmą, która powolutku mości sobie miejsce w Polsce. Jejku, jak dobrze, że do nas dotarli! Mam tu na myśli firmę Mon Petit Art. I jak nazwa wskazuje jest to miejsce dla prawdziwych artystów. Z zestawami kreatywnymi Wasze dzieci z łatwością stworzą scenografię zamku, teatru, karuzeli, ogrodu czy cukierkowego miasta. Wystarczy tylko puścić wodze fantazji i pobawić się w małego konstruktora. Dziecko będzie doskonaliło swój hmm... gust artystyczny, a także nauczy się odpowiedni dobierać kolory lub będzie tworzyło własne palety barw i odcieni. Mon Petit Art proponuje także dla dzieci bajkowe notesy, naklejki (jejuńciu!!! niektóre zestawy zawierają ich aż 600!), panele – klocki, zakładki, mozaiki magnetyczne oraz różnego rodzaju zestawy kreatywne do tworzenia np: modelek, galerii Robotów.



Ostatnio ogarnęła mnie MEMOmania. Istny szał. Szukam, wybieram, przebieram, kupuję, gram. I w tym szale trafił do mnie cudowny zestaw kartonowych kwadracików od Mon Petit Art. Motywem przewodnim jest właśnie Alicja z Krainy Czarów. Kolorowe kartoniki zachwycają stonowanymi kolorami i niezwykłą dbałością o detale. Każdy kartonik można oglądać i wyszukiwać interesujących motywów, znaczeń. Jeśli macie ochotę podążyć za białym królikiem, to zachęcam Was bardzo serdecznie do kupienia takiego zestawu, w którym literatura przeplata się ze wspaniałą zabawą. zasady memo chyba każdy z nas zna, więc nie muszę objaśniać, na czym polega. Dla mnie dla córki te przepiękne kwadraciki, to tak naprawdę swego rodzaju bodziec, który pobudza naszą wyobraźnię i zmysły i podświadomie sprawia, że zaczynamy coraz więcej myśleć o Alicji, Zającu, Kapeluszniku, Królowej, która ścinała głowy, Trili Bom i Trili Bim, Gąsienicy, Gryfie... Postacie z obrazków wskakują do naszych głów, a potem niespodziewanie pojawiają się w snach. W pewnym momencie nie wiem, czy nadal śnię czy tylko usilnie próbuję sobie przypomnieć, gdzie schował się Kot z Cheshire? Zresztą sami zobaczcie, jak wszystko doskonale się komponuje:

















A tych bardziej ciekawskich odsyłam do obejrzenia krótkiego filmiku:



Wyłącznym dystrybutorem marki Mon Petit Art w Polsce jest firma  Mokopico. Wszystkie zestawy i jeszcze wiele, wiele więcej możecie natomiast kupić w sklepie, którym z miłą chęcią bym zamieszkała- Eduleon


I jak? I jak? Podoba się Wam?



czwartek, 28 lutego 2013

Nocne potwory




Autor: Martyna Skibińska
Tytuł: Kazio i nocny potwór
Ilustracje: Anna Niemierko
Wydawnictwo: Wytwórnia
Liczba stron: 44



Powiedzenie mówi, że w nocy każdy kot jest czarny. Każde dziecko wie także, że w ciemnościach zwykła szczotka może zamienić się w czarownicę, mikser w groźnego psa, żyrandol w ducha. Natomiast każde skrzypnięcie drzwi, podłogi lub głośniejszy wiatr na dworze może przestraszyć niejednego śmiałka. Powiem szczerze, że nie pamiętam, żebym w czasach dzieciństwa miała jakieś koszmary senne. Chociaż… przypominam sobie, że kiedy musiałam spać w końcu w swoim pokoju, w swoim łóżku, to wydawało mi się, że w moim pokoju są nietoperze. Ale mogłam się przestraszyć, gdyż tej nocy na zewnątrz hulał silny wiatr, który sprawił, że mały lufcik w oknie się otworzył. Poznajcie Kazia, dzielnego chłopca, któremu nie są straszne nocne potwory domowe.



Kazio z zawadiacko rozczochraną grzywką wcale nie jest strachliwy. O nie! Można nawet powiedzieć, że jest bardzo dzielny i odważny. Pewnej nocy obudziło go głośne grrrrrrrrr. Myślicie, że Kazio uciekł pod łóżko albo schował się pod kołdrą? Nie, usiadł szybko na swoim łóżku i zaczął się rozglądać. Nie widział jednak zbyt wiele, bo wokół panowały ciemności. Wesoło stwierdził, że to na pewno nocny potwór. Niewiele myśląc postanowił wybrać się na polowanie. Najpierw cichutko niczym myszka zakradł się do łazienki. Za każdym razem wydawało mu się, że już, już znalazł potwora, ale kiedy zapalał światło, każdy potwór okazywał się kranem, płaszczem zimowym, szafką na kubki. Zaglądał wszędzie, aż wszedł do sypialni rodziców i …. Nie zdradzę tajemnicy. W każdym razie dzielny Kazio odnajdzie potwora wydobywającego dziwne dźwięki grrrrr, grrrrr.






Ilustracje zdecydowanie wybijają się tutaj na pierwszy plan. Trochę mroczne, skrywające jakąś tajemnicę. Takie trochę przypominające rysunek korowa kreda na tablicy szkolnej. Warto wspomnieć, że Kazio i nocny potwór otrzymał nominację do nagrody ”Książka roku 2005” polskiej sekcji IBBY w kategorii ilustracje. Mądra opowieść o lękach i koszmarach, które okazują się zwykłymi przedmiotami. Warto przeczytać najmłodszym, a gwarantuję, że nocne lęki znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.



Książka pochodzi ze strony Kidsrepublic, na której oprócz znakomitych książek znajdziecie wspaniałe zabawki dla dzieci w każdym wieku. Są takie miejsca, do których chce się wracać. I muszę powiedzieć, że Kidsrepublic jest takim miejscem. Zajrzyjcie, pooglądajcie, nasyćcie się pięknymi barwami i oryginalnymi przedmiotami. Niebawem zaprezentuję Wam jedną z ciekawszych zabawek.

PRZYPOMINAM O KONKURSIE NA MOIM BLOGU.

wtorek, 26 lutego 2013

Kiedy byłeś mój






Autor: Rebecca Serle
Tytuł: Kiedy byłeś mój.
Data premiery: marzec 2013
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie




Nie ma chyba nikogo, kto nie znałby dzieła Romeo i Julia W. Szekspira. Pamiętam na studiach jak mijały nam godziny na rozmowach o najsłynniejszych kochankach świata. W liceum wydawało mi się, że ich miłość to przeznaczenie. Jednak z góry skazane na nieszczęście. Dopiero na studiach mnie oświeciło. przecież Romeo był zakochany w Rozaline! I to właśnie dla niej udał się na bal, na którym poznał Julię. Nie wszystko jest takie jak nam się wydaje. Spróbujmy więc wszystko prześledzić jeszcze raz. Tym razem bohaterami będą Rob, Rosie i Juliet. Dla kogo miłość będzie przeznaczeniem? A dla kogo tragedią?



Powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że książka aż tak mnie wciągnie i zaciekawi. Niby wiedziałam czego mogę się spodziewać. Historia zostaje przeniesiona do czasów współczesnych. Poznajemy grupę normalnych nastolatków ich codzienne zwyczaje. Szkoła, imprezy, przyjaźnie wszystko sprawia, że świat przedstawiony jest bardzo rzeczywisty. Jednak w trakcie czytania wyczuwamy, że w końcu nastąpi moment, w którym wszystko się zmieni. Rob i Rosaline znają się od czasów dzieciństwa. Wiedzą o sobie wszystko, przy sobie czują się swobodnie. Jednak po przerwie wakacyjnej zaczynają patrzeć na siebie trochę inaczej. Przyjaciółki Rosie oczywiście z każdego ukradkowego spojrzenia robią wielką aferę, że to jest miłość, że taki idealny Rob na pewno kocha Rosie. W końcu Rob zaprasza Rosie na randkę i z początku jest trochę drętwo, bo są oboje postawieni w nowej sytuacji. Rosie czuje, że coś się z nią dzieje, że dziwnie reaguje na każdy dotyk Roba. Nie może uwierzyć, że zostaną parą, przecież są najlepszymi kumplami. I kiedy czytelnik zaczyna wierzyć, że rzeczywiście wspaniała przyjaźń przerodzi się w miłość, to nagle dostajemy mocny cios między oczy. Do miasteczka powraca kuzynka Rosie- Juliet. I wszystko się zmienia. Nic nie jest już takie oczywiste. Na bal z okazji rozpoczęcia roku szkolnego Rob idzie nie z Rosie, ale właśnie z Juliet. Czy Rob był rzeczywiście przeznaczony właśnie Rosie? Czy Rosie będzie potrafiła dojrzeć kogoś poza Robem? Czy Rob rzeczywiście zakocha się w Juliet i jak zakończy się ich miłość? Dlaczego Juliet wraca po dziesięciu latach? Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź w książce, którą bardzo serdecznie wam polecam.



Data premiery nie jest jeszcze dokładnie znana, ale na pewno możecie jej wyczekiwać w marcu. Jak na debiut powieść jest napisana poprawnym językiem, nie ma żadnych zgrzytów. W książce nie ma rozdziałów, gdyż zostały one zastąpione przez akty i sceny. Nie wprowadziło to jednak zamieszania, a nawet tak naprawdę nie wpłynęło na odbiór całej historii. Chociaż chwilami kiedy przechodziłam do kolejnego aktu, to w myślach powtarzałam sobie, że to jest współczesna tragedia na podstawie Romea i Julii. Byłam chwilami zamknięta w pewnych ramach, które mnie ograniczały, ale nie sprawiały, że czułam się skrępowana. Nie jest to książka lekka, choć z początku na taką się zapowiada. Jest tutaj ukryte drugie dno, wystarczy tylko dobrze spojrzeć. Polecam.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.



poniedziałek, 25 lutego 2013

Kubki, kubeczki...

Nie da się tego ukryć. Teraz to juz ewidentnie mam świra. Nie tylko na punkcie książek dziecięcych, ręcznie szytych zabawek, ale także na punkcie kubków. Niestety tak się złożyło, że nie potrafię przestać ich kupować, wynajdować na różnego rodzaju pchlich targach. I mogę ciągle je dzielić na kilkanaście grup.



W poniedziałek herbaty piję tylko z zielonych kubków.

We wtorek tylko z czerwonych w białe kropki.

W środę piję kawę inkę z kubków w kwiatowe motywy.

Czwartki zarezerwowane są dla Katie Alice.

W piątek kakao wypijam duszkiem z kubków o dziwnych kształtach (nie pytajcie nawet z jakich)

W sobotę piję więcej niż przez cały tydzień. I wtedy w ruch idą filiżanki szare i miętowe, kubeczki fikuśne w esy-floresy, a nawet kubki – zaparzacze.

W niedzielę .... hm.... zmywam wszystkie kubki, kubeczki, kubicziczki (każdy rodowity Czech tak powie) ustawiam, przekładam w szafkach, oglądam jak małe dzieła sztuki.



Pokaźna kolekcja powiększyła się o kolejne cztery nowe kubki. Oczywiście pochodzą one z mojego ulubionego sklepu Koszyk prezentów, w którym już pojawiły się Wielkanocne motywy. Niedługo napiszę Wam o serii z kurą kilka zdań. Wróćmy jednak do kubków. Ze względu, że związałam swoje życie  z leśnikiem, to bardzo często w naszym domu pojawiają się różnego rodzaju przedmioty związane z lasem, dzikimi zwierzętami. I takim sposobem trafiły w moje łapki dwa zgrabne kubeczki z najnowszej kolekcji firmy Creative Tops, która prezentuje motywy zwierzęce ze świata przyrody Wysp Brytyjskich. Kolekcja powstała we współpracy z organizacją Wildlife Trusts, która od stu lat dba o ochronę środowiska w tym kraju. Przedsięwzięcie godne uwagi. A wszystkie motywy zwierzęce są stworzone z dużą precyzją przez znanego, brytyjskiego ilustratora i artysta plastyka - Mike’a Langmana. Zobaczcie sami jakie cuda potrafi stworzyć. Wystarczy, że klikniecie tu


Moje kubeczki prezentują się tak:













Ptaki uwielbiamy wszyscy, no może ja najmniej. Moja córka szaleje na punkcie ptasiów (czyt. ptaków). Jak tylko wychodzimy na spacer, to córka (20-miesięczna) zadziera głowę do góry i szuka ptaków. Do snu słuchamy głosów ptaków, jemy z łyżeczki z ptakami, nosimy bluzki z ptakami i teraz mamy kubki mamy z ptakami. Ptaszomania istna, więc żeby to przełamać pozwoliłam także na pojawienie się nowych kubków z serii Highland Fling zaprojektowanych przez moją ulubienicę, czy Katie Alice. Stworzyła serię taką w sam raz na herbatkę o piątej. Wykorzystała modne na Wyspach Brytyjskich wzory tkanin w szkocką kratę. Wiedzieliście, że w Szkocji każdy swój klan rodzinny posiada charakterystyczny wzór w kratę? Oprócz kratkowych wzorów wykorzystała także motyw kropkowy, który obecnie także bardzo często pojawia się na tkaninach. Picie herbatki czy kawy z takiego kubka to czysta przyjemność. Sami zobaczcie









Na zakupy przedświąteczne zapraszam do sklepu Koszyk prezentów Koszyk prezentów, w którym na pewno znajdziecie coś dla siebie.

czwartek, 21 lutego 2013

KONKURS!!! Do wygrania Mistrz i Zakręty losu

O tak!
W końcu ogłaszam konkurs. Już od dawna się do niego zabierałam, ale jakoś nigdy nie miałam czasu.
Mam nadzieję, że chętni się znajdą?





ZASADY KONKURSU:

1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga Aureliowo, czyli ksiązkowo.
2. Konkurs trwa od 22.02,2013 r. do 03.03.2013 r. (do godziny 23.59).
3. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu w ciągu siedmiu dni od daty zakończenia konkursu.
4. Zwycięzcy są zobowiązani wysłać e-maila z danymi adresowymi na adres uam20@wp.pl w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowych zwycięzców.
5. Sponsorem nagród jest autorka bloga Aureliowo, czyli książkowo.
6. Każdy uczestnik konkursu zobowiązany jest również odpowiedzieć na pytanie: Napiszczcie kilka słów, zdań o swojej ulubionej książce, do której wracacie myślami, która siedzi gdzieś w Was głęboko. (Wiem, że zadanie jest banalne, ale po co mam utrudniać konkurs?)
7. Odpowiedzi proszę zostawiać w komentarzach pod tym postem. Oprócz tego proszę podać tytuł książki, którą chcecie wygrać. Możecie wybrać tylko jedną książkę.
8. Doatkowo należy zamieścić na swoim blogu banerek informujący o konkursie. Będzie mi miło, jeśli dołączycie do Obserwatorów mojego bloga, jednak nikogo do tego nie zmuszam.
9. Do wygrania są dwie książki:
Katarzyna Michalak "Mistrz"
Agnieszka Lingas-Łoniewska " Zakręty losu" cz.1


10. Zwycięzcami konkursu zostaną osoby, których wypowiedzi najbardziej przypadną do gustu jury, w skład którego wchodzą: autorka bloga Aureliowo, czyli książkowo i jej wyobraźnia.
11. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: uam20@wp.pl


Życzę powodzenia. W razie pytań lub jakiś nieścisłości (których mogłam nie zauważyć) proszę o kontakt. 









wtorek, 19 lutego 2013

Kot, kotek, koteczek czyli co w kocie piszczy?




Autor: Paulina Wierzba

Tytuł: Oto kot.

Ilustracje: Marianna Sztyma

Wydawnictwo: Albus

Liczba stron: 56



Zdecydowanie należę do grupy, która woli koty niż psy. Nic więc dziwnego, że w moje ręce trafiła właśnie ta książka, która jest niesamowitym i bardzo oryginalnym kompendium o tych właśnie zwierzętach. Już na samym początku spis treści wydał mi się bardzo interesujący i nie mogłam się doczekać, tego co mogę spotkać na kolejnych stronach. Książka oczywiście przypadła do gustu mojej córki, której pierwszym słowem nie była mama czy tata, ale właśnie kot, a dokładniej koooota.



Koty fascynują ludzkość od tysięcy lat. Mimo, że są udomowione, nigdy nie pozwoliły nam się całkowicie poznać, oswoić ani podporządkować. W przeszłości przypisywano im magiczne właściwości. Na przestrzeni wieków stosunek do kotów się zmieniał. Raz je darzono czcią, innym razem budziły w ludziach lęk i były tępione jako źródło złej mocy. Koty współcześnie wciąż nas zaskakują, zadziwiają, bawią i mimo że żyją z człowiekiem, to wciąż są trochę tajemnicze. W całym swoim życiu miałam kilka kotów. Aktualnie ma dwa: jeden jest przybłędą jeszcze z czasów studenckich, a drugi trafił do nas, kiedy tylko się przeprowadziliśmy w nowe miejsce. Jeśli chcecie odkryć choć część kocich tajemnic, zajrzyjcie do tej książki.









Kot domowy najprawdopodobniej pochodzi ze starożytnego Egiptu. Wskazują na to zmumifikowane ciała kotów, odnalezione w egipskich grobowcach. Przeczytacie trochę o kociej historii, a właściwie prehistorii. Uwaga, pytanie za sto punktów. Jaki jest największy na świecie żyjący kot? Zgadujcie, a jeśli nie jesteście pewni, to w tej książce na pewno znajdziecie odpowiedź. Na kolejnych kilku stronach znajdziecie ciekawe fakty z życia dzikich kotów, czyli lwa, tygrysa, geparda, pantery, jaguara, pumy czy rysia. A ile w tej książce ciekawostek, aż mnie głowa rozbolała. Leonardo da Vinci uważał, że każdy kot to niezwykłe dzieło sztuki. Natomiast Karol Dickens posiadał niezwykłą kotkę, która potrafiła rozpoznać, kiedy jej pan zasypiał nad lekturą i gasić płonące świece. Prawda, że mądra i zdolna kotka? A niektórzy mówią, że tylko psy potrafią nauczyć się takich typowo ludzkich czynności. Zagłębiając się w dalszej lekturze dowiecie się po co kotu ogon, w jaki sposób koty się porozumiewają, a także nauczycie się rozpoznawać mowę ciała kota. Jednak wszyscy kociarze na pewno nie mają z tym problemów. Bardzo podobały mi się zawarte w książce cechy charakterystyczne wybranych gatunków kota. Znajdziecie wszystkie najważniejsze informacje o kocie abisyńskim czy brytyjskim, o którym skrycie marzę. Najciekawszym momentem w całej lekturze było dla mnie rozwiązanie kociego quizu, który miał określić, jakim jestem kotem. Oprócz tego poznacie kocie przesądy i przysłowia o kotach.



Rewelacyjna książka dla każdego. Do tego ilustracje trochę w starym stylu na pewno przypadną wam do gustu. Polecam.